Miłowit Kuniński, „Konserwatyści wobec kryzysu Unii Europejskiej oraz zmian społecznych i politycznych zachodzących w głównych krajach członkowskich UE i w USA”

Email Drukuj PDF

1. Co do tego, iż Unia Europejska przeżywa co pewien czas kryzysy panuje zgoda pomiędzy zarówno zwolennikami, jak i przeciwnikami pogłębionej integracji politycznej Unii. W związku z tym kryzysy Unii Europejskiej często uznawane są za jej cechę stałą albo za specyfikę jej ewolucji, która ma się dokonywać w rezultacie napotykania na poważne trudności, które wywołują przesilenie, przezwyciężane następnie przez przywódców Unii, to znaczy przede wszystkim przez Komisję Europejską, w istocie w wyniku decyzji najważniejszych państw członkowskich: Niemiec, Francji, z dodatkiem Włoch i Hiszpanii w Radzie Unii Europejskiej przy pewnej roli Parlamentu Europejskiego i zakulisowych uzgodnień. W niektórych sytuacjach dokonuje się to poprzez przyjęcie kolejnego traktatu, który, co nietrudno zauważyć, porównując Traktat nicejski z Traktatem lizbońskim, stanowi kolejny krok na drodze do instytucjonalnej centralizacji podejmowania decyzji w Unii, w powiązaniu ze wzmocnieniem roli państw, które od lat mają silną pozycję gospodarczą i polityczną, ale były w wypadku pewnych procedur i ciał zmuszone do respektowania zasady równej siły głosów państw członkowskich (jedno państwo – jeden głos)[1].

W Traktacie nicejskim, w 2004 roku, została wprowadzona zasada obliczania większości kwalifikowanej, która z grubsza uwzględniała liczbę ludności kraju reprezentowanego w Radzie Unii Europejskiej: Niemcy, Francja i Zjednoczone Królestwo dysponowały 29 głosami każde, Polska i Hiszpania miały po 27 głosów, a na przykład Rumunia - 14 głosów. Zasadę tę, zastąpiono jeszcze bardziej - jak się ją określa - demokratyczną zasadą ważenia głosów, uwzględniającą siłę demograficzną państw członkowskich, czyli liczbę ich ludności w skali całej Unii. Polega ona na podejmowaniu decyzji o charakterze prawodawczym w Radzie Unii Europejskiej większością kwalifikowaną, obliczaną metodą podwójnej większości: 55% państw członkowskich reprezentujących co najmniej 65% całkowitej ludności UE[2]. Weszła ona w życie 1 kwietnia 2017 roku. Daje ona zdecydowaną przewagę dużym i wpływowym państwom Unii na czele z Niemcami i Francją.

Niektórzy zwolennicy pogłębionej integracji politycznej uważają, że w zamyśle jednego z ojców założycieli - Jeana Monneta, kryzysy były nieuchronną konsekwencją świadomych zabiegów integracyjnych na płaszczyźnie gospodarczej i prawnej, których przezwyciężanie miało wymuszać procesy dostosowawcze o charakterze politycznym. Innymi słowy, integracja polityczna miała być osiągana w sposób pośredni jako wymuszony efekt kryzysu o charakterze niepolitycznym. Wprowadzenie euro spowodowało zahamowanie integracji politycznej wskutek wyodrębniania się grupy państw, które przyjęły wspólną walutę, ale kolejne kryzysy, np. finansowy, energetyczny czy migracyjny, stanowią, z jednej strony, okoliczności wymuszające reformy instytucjonalne, a z drugiej strony, stwarzają okazję do propagowania uzasadnień dla ściślejszej integracji politycznej i centralizacji zarządzania Unią, która jest jedną z możliwych postaci tego rodzaju reform, lecz nie jedyną. Natomiast czynniki zewnętrzne, takie jak agresywna polityka Rosji, zwłaszcza na wschodzie Ukrainy, czy ekspansja gospodarcza i polityczna Chin, dostarczają argumentów na rzecz wzmacniania wspólnej polityki zagranicznej i obronnej.

Problem wszakże w tym, że i w tym wypadku ujawnia się rozbieżność interesów między głównymi i zarazem starymi a nowymi państwami Unii, choć bywa, że w niektórych kwestiach, jak na przykład, polityka Unii wobec migrantów, zwanych w sposób uogólniający uchodźcami, dołączają do nich państwa starej Unii, takie jak Austria. W dodatku, co nietrudno zauważyć, tłem dla kolejnych kryzysów są napięcia między Francją a Niemcami wywoływane rywalizacją o dominację polityczną przy wykorzystaniu skomplikowanego systemu podejmowania decyzji w Unii, kiedy to świadomość konieczności wzajemnej współpracy zderza się ze świadomością różnic interesów, zarówno związanych z polityką gospodarczą, jak i finansową czy z grą polityczną na forum międzynarodowym. W tej ostatniej dziedzinie daje znać o sobie dążenie do pomniejszenia wpływów Stanów Zjednoczonych w polityce światowej przez Niemcy i Francję (idzie głównie o relacje z Rosją i z Chinami), w szczególności w Europie, gdzie wschodnia jej część, zwłaszcza Polska i kraje bałtyckie oraz Rumunia, zabiega o silną militarną, i powiązaną z nią gospodarczą, obecność w niej USA, podczas gdy wspomniane główne kraje Unii dążą do rozszerzenia zakresu samodzielnej polityki prowadzonej zwłaszcza wobec Rosji i do osłabiania wpływów amerykańskich.

W ten sposób metoda Monneta – niezależnie od tego, czy kryzysy są nieprzewidywanym rezultatem pewnych decyzji, czy traktowane są jako narzędzie umożliwiające dokonywanie istotnych zmian o charakterze instytucjonalnym i strukturalnym - ponownie znajduje swoje zastosowanie[3]. Ściślejsza integracja polityczna w ujęciu takich teoretyków jak Jürgen Habermas czy Gerard Delanty wiąże się z postulatem obywatelstwa postnarodowego i z postnarodową tożsamością, a więc z głębokimi zmianami nie tylko na poziomie instytucjonalnym, ale także o charakterze mentalnościowym, prowadzącym do ukształtowania się trwałych postaw i tożsamości europejskiej[4]. Zachodzi wszakże pytanie, czy takie zmiany tożsamościowe są w ogóle możliwe w skali poszczególnych wspólnot postrzegających siebie w kategoriach obywatelskich, ale na poziomie narodowym (państw narodowych), podczas gdy tożsamość ponadnarodowa rysuje się mgliście, a postnarodowa jest abstrakcyjną ideą niewypełnioną żadną treścią i pozbawioną zawartości emocjonalnej[5].

Tego rodzaju wątpliwości leżą u podłoża koncepcji integracji rozumianej jako współpraca pomiędzy państwami narodowymi w ramach Unii o niefederacyjnym charakterze. Jej zwolennicy także niejednokrotnie wskazują na ojców założycieli Unii, zwłaszcza na wspomnianego Monneta, jako na autorów tak pojmowanej integracji. Przeciwstawiają w ten sposób zarówno koncepcje integracyjne, jak i wczesny etap ich praktycznej realizacji, obecnej fazie rozwoju Unii od traktatu lizbońskiego do dzisiaj.

W obszarze programów politycznych i ich praktycznej realizacji można dostrzec wpływ różnych przeciwstawnych koncepcji integracji: od integracji głębokiej prowadzącej do powstania ponadnarodowego państwa federalnego do koncepcji integracji płytkiej, opartej na więziach pomiędzy suwerennymi państwami narodowymi i na ograniczonej strukturze ponadnarodowych związków instytucjonalnych określonych przez traktaty.

Jeśli idzie o stanowisko obecnej głównej partii opozycyjnej - Platformy Obywatelskiej, która tworzyła rząd sprawujący władzę w latach 2007-2015 (wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym od 2011 roku), to było ono bliskie koncepcjom integracji pogłębionej, choć z różnymi zastrzeżeniami, zwłaszcza uwzględniającymi opory Polskiego Stronnictwa Ludowego. Deklaracja premiera Donalda Tuska z 2008 roku o przystąpieniu do strefy wspólnej waluty w 2011 roku, choć niezrealizowana, wyraźnie wskazywała, iż ówczesny rząd RP był zdecydowany włączyć Polskę do procesu decyzyjnego, prowadzącego do szybszej i pogłębionej integracji części państw członkowskich, w wyniku przystąpienia do tzw. twardego jądra Unii.

W okresie poprzedzającym członkostwo Polski w Unii w środowisku politycznym Unii Wolności, z którego w wyniku wewnętrznych sporów wyłoniła się później Platforma Obywatelska, stanowisko wobec integracji europejskiej było formułowane ostrożnie i z zastrzeżeniami. Tadeusz Mazowiecki w 2002 roku podkreślał znaczenie zróżnicowania narodowego, które podważa sens tworzenia ponadnarodowej struktury państwowej, zwłaszcza w sposób odgórny, i wskazywał na, jak to ujął, „nieostateczny kształt Unii” jako zdeterminowany przez różnorodność Europy pod względem historycznym i aktualnym, a także rozwojowym. Przywoływał przy tym hasło gen. de Gaulle’a „Europa ojczyzn” i podkreślał, że w istocie miał on na myśli „Europę państw”[6].

Dziesięć lat później podczas Pierwszego Sympozjum im. Ministra Krzysztofa Skubiszewskiego poświęconego polityce zagranicznej RP Tadeusz Mazowiecki przypomniał formułę de Gaulle’a i jej znaczenie i nawiązał do określenia Jacques’a Delorsa, że Unia jest tworem sui generis, jako że jest federacją państw[7]. Ewolucja stanowiska Mazowieckiego odnośnie do kwestii integracji politycznej Unii, zapewne dokonująca się pod wpływem obserwacji procesów zachodzących w Unii i kształtujących się relacji Polski z Unią w jej instytucjonalnych ramach, polegała na uznaniu więzi wspólnotowych za istotniejsze od międzyrządowych jako bardziej korzystnych dla naszego kraju ze względu na możliwość uczestnictwa Polski we współdecydowaniu o sprawach Unii. Granicą uwspólnotowienia miało być całkowite zrzeczenie się suwerenności. Z kolei wartością brzegową na drugim krańcu kontinuum „federacja ponadnarodowa – Europa ojczyzn/państw” miały być „bardzo separatystyczne, nacjonalistyczne, ksenofobiczne tendencje antyeuropejskie”[8].

Ostatecznie można uznać, że stanowisko Platformy Obywatelskiej sprowadza się do uznania procesów pogłębionej integracji politycznej, ale także finansowej (wzmacnianie więzi w ramach strefy euro), za nieuchronne i, co za tym idzie, za określające kierunek polityki polskiej wobec takiego przebiegu zmian w Unii. W tym sensie można uznać, że stanowisko tej partii zasadniczo jest zbieżne z punktem widzenia reprezentowanym przez Mazowieckiego przed kilkoma laty. Jeśli zachodzące zmiany postrzega się w środowisku tej partii i jej sympatyków jako bardziej korzystne dla głównych państw Unii, to podkreśla się, iż udział w nich Polski jest konieczny, gdyż pozostawanie na marginesie zachodzących procesów integracyjnych będzie dla Polski szkodliwe. Wypowiedzi Radosława Sikorskiego z roku 2014, pełniącego wówczas funkcję ministra spraw zagranicznych, zawarte w jego wystąpieniu na forum Sejmu na temat zadań polskiej polityki zagranicznej świadczą o ugruntowaniu się przekonania wśród przywódców Platformy Obywatelskiej, iż pogłębiona integracja polityczna w ramach Unii jest istotna z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. I ponownie, jak wcześniej uczynił to Donald Tusk, wskazał on, iż „decyzja o ewentualnym przyjęciu wspólnej waluty będzie miała nie tylko charakter finansowy i ekonomiczny, ale przede wszystkim wymiar polityczny, także dotyczący naszego bezpieczeństwa.[9]

Z kolei obecne wypowiedzi czołowych polityków Platformy Obywatelskiej jako partii opozycyjnej świadczą o radykalizacji poglądów jej przywództwa i członków na integrację, głównie, jak się wydaje, ze względu na konieczność wyrazistego odróżniania się od partii rządzącej – Prawa i Sprawiedliwości, która do integracji politycznej ma stosunek sceptyczny, maskowany niezdecydowaniem, o czym świadczy na przykład równoczesne postulowanie tworzenia armii europejskiej i dezawuowanie tego pomysłu, związane z zabieganiem (w istotnej mierze skutecznym) o stałą obecność wojsk NATO na obszarze Polski.

Stanowisko Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu RP, wyłonionego w wyniku wygranych przez tę partię wyborów w 2015 roku w odniesieniu do integracji politycznej Unii, bliższe jest koncepcjom, które zwracają uwagę na trwałość państw narodowych, wbrew przewidywaniom niezanikających, a bywa, że ulegających wzmocnieniu[10]. W tej sytuacji pogłębianie integracji politycznej, czy to wymuszanej przez fakt przynależności do strefy euro, czy w rezultacie kryzysu migracyjnego, który umożliwia wywieranie nacisku politycznego i finansowego na kraje niegodzące się na przyjmowanie migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, polega w rzeczywistości na narzucaniu tym krajom woli wąskiej grupy państw dominujących w Unii i dysponujących podwójną większością w Radzie Unii Europejskiej.

Wskazując w swym programie na konieczność przyjęcia ustawy o wykonywaniu suwerenności państwa Prawo i Sprawiedliwość podkreśla jej znaczenie dla polityki zagranicznej państwa i dla realizacji zasady pomocniczości w relacjach Polska – Unia Europejska, a także zasady prymatu kompetencji narodowych w stosunkach z organizacjami międzynarodowymi. Kładąc nacisk na znaczenie suwerenności zewnętrznej w ramach Unii Europejskiej program ten odrzuca koncepcję integracji pogłębionej Unii w formie państwa federalnego, gdyż państwa suwerenne nie mogą być częściami składowymi federacji[11]. Dodajmy, iż w wypadku Republiki Federalnej Niemiec, w wyniku utworzenia unijnego państwa federalnego, mielibyśmy do czynienia z dziwną konstrukcją krajów związkowych, posiadających pewne cechy państw suwerennych, natomiast sama Republika Federalna utraciłaby je na rzecz Unii.

Podsumowując te wstępne uwagi można stwierdzić, iż kryzysy w Unii Europejskiej są zdeterminowane przede wszystkim przez kryzys kultury europejskiej, i tym w sensie kryzys Unii jest kryzysem Europy i jej tożsamości, której chrześcijańskie podstawy są systematycznie naruszane, co najmniej od XVII wieku, kiedy kształtowały się fundamentalne idee Oświecenia. Proces ten gwałtownie przyspieszył w latach 60. ubiegłego wieku. Drugim bardzo ważnym czynnikiem kryzysogennym jest natura działania politycznego, w którym obecna jest zarówno rywalizacja, jak i współpraca – obie uwarunkowane przez sposób pojmowania interesu politycznego i gospodarczego poszczególnych państw lub ich grup. Prawdą jest, że Unia Europejska w większej mierze stara się realizować model polityki opartej na konsensie zakorzenionym w prawie i ograniczającym stosowanie siły i, używając rozróżnienia Roberta Kagana[12], polityka jest w niej uprawiana na pozór bardziej w duchu Kanta niż Hobbesa, dla którego polityka, zwłaszcza w obszarze międzynarodowym, to domena rywalizacji, gdy zachodzi potrzeba, nawet z użyciem siły, a celem jej jest dominacja. Nie zmienia to jednak natury polityki w Unii, gdyż rywalizacja, choć nieprowadząca do działań wojennych, jest w niej obecna, a siła poszczególnych państw (czy to polityczna (przedstawiana jako demograficzna), czy gospodarcza) nierówna i umożliwiająca za pomocą procedur sankcjonowanych prawem uzyskanie pozycji dominującej w sytuacjach, w których do głosu dochodzą różnice interesów pomiędzy poszczególnymi państwami czy ich grupami.

Na kryzysy mające swe źródło w kryzysie kultury i wynikające z rywalizacji politycznej nakładają się kryzysy wywoływane wadami strukturalnymi i proceduralnymi systemu instytucji Unii i błędnymi decyzjami o politycznym, gospodarczym czy instytucjonalnym charakterze, które nierzadko stanowią próby przezwyciężania kryzysów lub podyktowane są pewnymi ideami kierunkowymi, jakie sprowadzają się do stopniowego, w pewnych okolicznościach przyspieszonego, urzeczywistniania federacyjnego charakteru Unii.

2. Biorąc pod uwagę zarówno naturę polityki, sposób jej uprawiania w ramach struktury instytucjonalnej Unii, formalne i nieformalne reguły podejmowania decyzji, wady systemu prawnego i instytucjonalnego Unii oraz charakter kryzysów, jakie ją nękają, można próbować określić granice akceptacji sposobu funkcjonowania Unii z konserwatywnego punktu widzenia.

Przede wszystkim dla konserwatystów nie jest możliwe zaakceptowanie przekształcenie się Unii Europejskiej w państwo federalne. Jeśli konserwatyzm wiąże się z realizmem politycznym, wówczas trudno uznać za możliwą do urzeczywistnienia konstrukcję instytucjonalną, która dominuje nad państwami narodowymi, ponieważ oznaczać to będzie zmniejszenie ich roli, i co z tym się wiąże, blokowanie możliwości publicznego zdefiniowania interesów poszczególnych wspólnot narodowych (interesy te nie znikną, ale ich artykulacja będzie utrudniona, bo uwikłana w system procedur). Natomiast, jak się wydaje, państwa dotychczas posiadające przewagę w Unii zachowają swą dominującą pozycję w nowej strukturze instytucjonalnej, a wskutek tego w procesie podejmowania decyzji istotnych dla sfederalizowanej Unii, choć w innej formie, przesłaniającej jej rzeczywisty charakter. Trudno przyjąć, że politycy niemieccy, francuscy czy włoscy utracą swoje poczucie tożsamości ukształtowane w warunkach polityki państw narodowych na rzecz tożsamości federalistycznej. Nie jest też jasne, czym miałby być rząd takiego państwa federalnego. Trudno sobie wyobrazić, by taką funkcję mogła pełnić Komisja Europejska ze względu na dotychczasowy sposób powoływania jej członków, który ma charakter pośredni, i co za tym idzie nie podlega procedurze demokratycznej kontroli, analogicznej do procedur stosowanych w parlamentach narodowych. Poza tym trudno byłoby zaakceptować Komisję jako ciało posiadające wyłączność na opracowywanie wniosków dotyczących nowych aktów prawa unijnego, bowiem jeśli poważnie należałoby traktować funkcje Parlamentu Europejskiego, wówczas nie powinien on być pozbawiony inicjatywy ustawodawczej.

Część kryzysów, jak wspominałem, jest rezultatem niejasności kompetencji różnych organów Unii. Czy powstanie państwa federalnego sprawi, że kompetencje Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej i Rady Unii Europejskiej nie będą na siebie nachodziły? Czy istnienie tych trzech ciał jest niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania Unii, czy jest dla niego przeszkodą? To pytania retoryczne, gdyż już obecnie jest rzeczą jasną, że kompetencje tych ciał i sposób podejmowania decyzji, niosące ze sobą skutki dla Unii jako całości i dla poszczególnych państw członkowskich, są określone nieprecyzyjnie i prowadzą do chaosu, równocześnie rozmywając ich odpowiedzialność, co pozwala na prowadzenie zakulisowej polityki przez silne państwa lub ich grupy. A może zwolennicy państwa federalnego myślą o jego nowych instytucjach? W takim wypadku u konserwatystów mogą się pojawić obawy, iż projekty owych instytucji będą miały charakter konstruktywistyczny, a więc niedostosowany do realiów politycznych i społecznych. Przy okazji można zapytać o sens utrzymywania dwóch siedzib Parlamentu Europejskiego w Brukseli i w Strasburgu, niezależnie od tego, czy dojdzie do powstania Unii jako państwa federalnego, czy nie.

Wydaje się ponadto, że już teraz konieczne jest zwiększenie kontroli obywateli państw członkowskich nad Parlamentem Europejskim i instytucjami oraz organami Unii. Do tego nie wystarczą wybory do Parlamentu Europejskiego, niezbędna jest bowiem kontrola prawodawstwa europejskiego ze strony parlamentów narodowych, a w szczególności kompetencji przyznawanych na mocy prawa organom Unii, co wiąże się z ograniczaniem kompetencji parlamentów narodowych. Takie ograniczenia, z punktu widzenia polityki konserwatywnej, należy uznać za wymagające zgody tych parlamentów. Wówczas należałoby określić relacje między parlamentami narodowymi a Parlamentem Europejskim, gdy idzie o zakres przyznawanych kompetencji, a dopiero później sprecyzować sposób sprawowania przezeń kontroli nad instytucjami i organami Unii.

Z zagadnieniem kontroli organów Unii przez jej obywateli wiąże się przywrócenie należnej rangi zasadzie pomocniczości, którą w okresie poprzedzającym przyjęcie nowych państw do Unii, czyli w latach 90. ubiegłego wieku, traktowano jako jeden z filarów działania Unii. W ostatnich latach, zwłaszcza od przyjęcia Traktatu lizbońskiego, widoczna jest wyraźna tendencja do centralizacji decyzji w Unii i to przez ciała o pośrednim mandacie demokratycznym, przy równoczesnym spychaniu na margines zasady pomocniczości jako idei kierunkowej i zarazem jako praktyki działania Unii na różnych szczeblach jej struktury.

3. Funkcjonowanie instytucji Unii i wzmacnianie działań mających na celu przekształcanie jej w państwo federalne dokonuje się w określonym klimacie kulturowym i w warunkach rywalizacji idei, z wyraźną przewagą tendencji liberalnych i lewicowych. Rodzi się pytanie, czy konserwatywne myślenie i ewentualne praktyczne działanie mogą zmienić obecne tendencje ideowe i polityczne, czy też skazane są na marginalizację lub uleganie dominującym tendencjom.

Konserwatywna polityka na ogół postrzegana jest jako reaktywna. Od czasu do czasu mamy jednak do czynienia z sytuacją, która wymaga działań mających na celu zmianę - swoistą rewolucję konserwatywną, choć nie w sensie niemieckiej czy amerykańskiej rewolucji konserwatywnej. Myślę, że można ją rozumieć jako dążenie do poszerzania sfery wolności, określanej przez system wartości, takich jak dobro wspólne, dobro wspólnot lokalnych, dobro rodziny, dobro jednostek, dobro niepełnosprawnych i bezbronnych, w tym nienarodzonych. Podstawowym źródłem tych wartości są religie, zwłaszcza judaizm i chrześcijaństwo, i być może pewne odmiany islamu. Niektóre z tych wartości mogą w szczególnych przypadkach być podzielane i wyznawane w społeczeństwach zlaicyzowanych, ale mających długą historię wpływów chrześcijaństwa. Wartości te tradycyjnie były wspierane przez instytucje długiego trwania takie jak kościoły, uniwersytety, stowarzyszenia i wspólnoty lokalne; konserwatyzm przejawia się w dbałości o nie. Konserwatyzm docenia znaczenie wolnego rynku dla społeczeństwa jako wolnej działalności ludzi w ramach rządów prawa (państwa prawnego), ale nie wzbrania się przed działaniami korygującymi zawodność rynku (tzw. market failure) w celu wsparcia grup upośledzonych ekonomicznie i społecznie. Unika prawnego sankcjonowania preferencji indywidualnych i mniejszościowych, które przez tego rodzaju instytucjonalizację wpływają destrukcyjnie na tkankę społeczną i podkopują istniejącą hierarchię norm i instytucji społecznych.

Konserwatyzm broni hierarchii odwiecznych instytucji (małżeństwa monogamicznego kobiety i mężczyzny w kulturze euroamerykańskiej) jako fundamentów ładu moralnego i społecznego i przeciwstawia się tendencjom zrównującym z nimi inne formy związków pomiędzy ludźmi. Choć, jak wiemy, współczesny konserwatyzm rozumiany jako program partii politycznej i jej rzeczywiste działania, może akceptować postulaty liberalne, uzasadniając je dążeniem do trwałości instytucji małżeństwa, choć całkowicie przedefiniowanego, jak to się stało w Wielkiej Brytanii, gdzie rząd konserwatywny doprowadził w parlamencie do uchwalenia ustawy umożliwiającej od końca marca 2014 roku zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci wraz ze wszystkimi prawami przysługującymi małżeństwom heteroseksualnym. Jeśli idzie o prawo do adopcji dzieci, to pary homoseksualne pozostające w związkach partnerskich uzyskały je w Wielkiej Brytanii w roku 2005, a 2 lata później weszło w życie prawo zabraniające katolickim agencjom adopcyjnym odmowy adopcji dzieci przez takie pary, gdyż oznaczałoby to ich dyskryminację.

4. Kryzys migracyjny nie bez racji postrzegany jest jako wywołany nie tylko przez sam fakt napływu tysięcy ludzi z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej i niektórych państw w głębi tego kontynentu, uciekających przed działaniami wojennymi i konfliktami wewnętrznymi przeradzającymi się w wojny domowe, lecz przede wszystkim jako sprowokowany przez deklaracje przywódców głównych państw Unii i prowadzoną przez nie politykę otwartych granic bez uwzględniania możliwych do przewidzenia skutków napływu dużej liczby migrantów. Pojawienie się dziesiątków tysięcy ludzi o odmiennej kulturze, wyrosłej na podglebiu islamu, spowodowało po pewnym czasie zmianę nastrojów proimigranckich i nasilenie postaw antyimigracyjnych wśród społeczeństw tych państw i wzmocnienie pozycji partii politycznych i ruchów społecznych głoszących wyraźnie antyimigranckie hasła polityczne, choć nie zawsze mające charakter szowinistyczny i ksenofobiczny. Rodzi się pytanie, czy tego rodzaju okoliczności sprzyjają wzmocnieniu pozycji konserwatystów, czy też raczej osłabiają ją ze względu na siłę oddziaływania dominującego liberalnego nurtu w polityce europejskiej, prowadząc do upodobniania się niegdyś różnych nurtów politycznych i zacierania się różnic między programami politycznymi i polityką praktyczną o charakterze liberalnym i konserwatywnym, czyli, ujmując to nieco inaczej, między socjaldemokracją i demokracją chrześcijańską, zwłaszcza w zachodniej części Europy.

Trudno wykluczyć korzystny wpływ powstałych okoliczności na pozycję konserwatystów. Musi jednak zostać spełniony istotny warunek, to znaczy zdolność konserwatystów do odróżniania działalności wspomagającej ludzi znajdujących się w wyjątkowo trudnych warunkach (wojna) od polityki, która rzekomo jest oparta na współczuciu i na zasadach moralnych (często jest przywoływane stanowisko papieża i generalnie zasad ewangelicznych w krajach w znacznym stopniu zlaicyzowanych), a jest motywowana głównie względami ekonomicznymi i, w wypadku Unii jako całości, na przekonaniu, że najsilniejsze państwa w Unii, używając do tego instytucji unijnych takich jak Komisja Europejska, mają prawo narzucać swoją wolę innym państwom członkowskim.

Niechęć wśród części społeczeństw europejskich do przyjmowania wielkich grup imigrantów, w dodatku nie poddawanych skutecznym procedurom sprawdzającym, może być czynnikiem sprzyjającym uzyskaniu poparcia przez ugrupowania o charakterze konserwatywnym. Obawiam się jednak, że to poparcie może być krótkotrwałe, ponieważ inne postulaty pojawiające się wraz z hasłami antyimigranckimi mogą nie odpowiadać niektórym osobom o poglądach konserwatywnych oraz pewnym ugrupowaniom konserwatywnym i ich zwolennikom (np. mogą one nie akceptować ksenofobii rozszerzającej się na różne grupy imigranckie, także te, które kulturowo są bliższe społeczeństwom gospodarzy). Niektóre ruchy społeczne i partie prawicowe (niekoniecznie konserwatywne), zyskując wsparcie ze strony części społeczeństwa gospodarzy ze względu na przeciwstawianie się przyjmowaniu migrantów[13], mogą uznać, że inne elementy ich programu politycznego także są akceptowane i traktować to jako mandat do prowadzenia, na przykład, innej polityki zagranicznej niż dotychczasowa, która może być postrzegana jako niekorzystna przez inne państwa europejskie (stosunek Frontu Narodowego we Francji do polityki Rosji wobec jej sąsiadów).

5. W tych warunkach mamy do czynienia z równoległymi procesami upodabniania się programów i polityki partii konserwatywnych do liberalnych, a równocześnie partie prawicowe i nowopowstałe ruchy prawicowe w reakcji na kryzys migracyjny formułują hasła przeciwstawiające się oficjalnej polityce partii rządzących (w Niemczech Alternative für Deutschland i, co znaczące, także bawarska Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU) premiera Bawarii Horsta Seehofera, będąca w koalicji z partią Angeli Merkel - Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną Niemiec (CDU); w USA Partia Republikańska przejęła ster rządów po dwóch kadencjach prezydenta Baracka Obamy, popierając w wyborach kandydaturę Donalda Trumpa wyraźnie głoszącego między innymi hasła antyimigranckie). Przed ostatnimi amerykańskimi wyborami prezydenckimi można było odnieść wrażenie, że różnice między konserwatystami i liberałami europejskimi oraz amerykańskimi ulegają zatarciu, i to, jak się wydaje, wskutek słabości konserwatyzmu. Jednak sytuacja w Europie i w Stanach Zjednoczony jest odmienna.

W Europie różnice między tradycyjnymi partiami liberalnymi i konserwatywnymi nie są tak głębokie, jak można byłoby sądzić, gdyż to przede wszystkim nowe ruchy społeczne i partie prawicowe zdecydowanie wyrażają obawy przed napływem migrantów żywione przez wciąż powiększającą się część społeczeństw państw członkowskich Unii. W Europie Zachodniej niektóre partie prawicowe posługują się hasłami antyimigranckimi, równocześnie głosząc hasła liberalizmu obyczajowego (np. Partia Wolności Geerta Wildersa). W Stanach Zjednoczonych Partia Republikańska w okresie kampanii prezydenckiej początkowo znalazła się w trudnym położeniu, gdy kolejni kandydaci rywalizujący o nominację partii, mimo, iż budzący mniej kontrowersji, przegrywali z Donaldem Trumpem. W partii zarysowały się wyraźne podziały, ale mimo to ostatecznie Trump zyskał nominację i wygrał wybory pokonując swoją rywalkę - Hillary Clinton. Program głoszony przez Trumpa zyskał poparcie zwykłych Amerykanów (głównie tzw. niższej klasy średniej), bynajmniej nie dlatego, że był antyimigrancki, lecz dlatego, że zawierał obietnicę zmiany sytuacji gospodarczej w wyniku zaangażowania sił produkcyjnych Stanów Zjednoczonych i odejścia od gospodarki opartej na wykorzystywaniu taniej siły roboczej dostępnej poza granicami kraju (outsourcing). Hasła antyimigracyjne wpisują się w ten szerszy program.

6. W związku z procesami zachodzącymi w polityce europejskiej i amerykańskiej warto rozważyć, jakie znaczenie mają relacje ze Stanami Zjednoczonymi dla konserwatywnej polityki w obu częściach Europy: zachodniej i wschodniej.

Jak wiadomo relacje Europy, a ściślej mówiąc Unii Europejskiej, z USA nie są wolne od napięć i rywalizacji. Niewątpliwie, w Europie mamy do czynienia z rosnącą od wielu lat rolą Niemiec. Czy jednak Niemcy są zdolne do przewodzenia europejskiemu światu zachodniemu? Czy są zatem głównym partnerem dla USA w Europie, czy raczej ich rywalem w obszarze polityki zagranicznej? Trudno to w tej w chwili jednoznacznie ocenić. Kryzys imigrancki wskazuje raczej na utratę takiej zdolności, choć nie można wykluczyć, że z tego negatywnego doświadczenia zostaną wyciągnięte właściwe wnioski. Na razie mamy do czynienia ze zmianą języka w odniesieniu do kwestii przyjmowania migrantów, co tłumaczy się bliskim terminem wyborów powszechnych w Niemczech, w sytuacji wyraźnego oporu części społeczeństwa niemieckiego wobec Wilkommenpolitik. Czy zmianie języka towarzyszyć będzie rzeczywista zmiana polityki partii określającej siebie jako chrześcijańska i umiarkowanie konserwatywna (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna)? Na te pytania odpowiedź przyniesie przyszłość.

Środowiska konserwatywne różnych krajów europejskich mając na uwadze cele polityki definiowane z perspektywy narodowej mogą w różny sposób postrzegać relacje między głównymi państwami Unii i USA. Europa Środkowa jest skłonna bardziej zabiegać o mocniejsze zaangażowanie USA w Europie i to nie tylko ze względów militarnych, ale także dla zrównoważenia silnych państw europejskich (Niemcy, Francja, Włochy), zwłaszcza w związku z rozpoczęciem procedury Brexitu. Niemcy, z jednej strony, rywalizują z USA, a z drugiej strony, nie zapominają o znaczeniu USA dla bezpieczeństwa militarnego i gospodarczego Europy. Nie jest jasne, jaki będzie stosunek nowej administracji amerykańskiej do Europy: izolacjonizm czy zaangażowanie pod innymi niż dotychczas warunkami. Po kilku miesiącach, jakie upłynęły od zaprzysiężenia prezydenta Donalda Trumpa, polityka prowadzona przez niego na forum międzynarodowym, wydaje się świadczyć o tym, iż USA definiując swoją rację stanu w nowych warunkach, nie mają zamiaru zezwolić na zdominowanie stosunków międzynarodowych przez Rosję czy Chiny, a tym samym będą naciskać na główne kraje Unii, by w swej polityce uwzględniały nie tylko własny interes, zwłaszcza gospodarczy, i Unii jako całości, ale by brały także pod uwagę długofalowe skutki swych działań dla stabilizacji porządku światowego, który jest koniecznym warunkiem utrzymania pokoju światowego i rozwoju cywilizacyjnego. Nie wydaje się też, by obecne „konserwatywne” przywództwo Niemiec miało zamiar radykalnie zmienić swoją politykę wobec USA, choć jest zbyt wiele niewiadomych, które uniemożliwiają przewidywanie głównych tendencji w polityce obu krajów.

Nie jest też jasne, jaka będzie polityka Niemiec wobec agresywnej Rosji, bo nie wiemy, jaki będzie wynik przyszłorocznych wyborów u naszego zachodniego sąsiada, czy CDU uzyska w nich dobry wynik, czy wyjdzie z nich osłabiona i bardziej zależna od przyszłego koalicjanta SPD. Nie można też wykluczyć wzmocnienia pozycji CSU kosztem CDU. Z kolei kierunki przyszłej polityki zagranicznej USA wciąż nie zostały wyraźnie określone, a to będzie miało wpływ na zagraniczną politykę Niemiec, w tym zwłaszcza wobec Rosji. Wprawdzie możemy przypuszczać, iż polityka Niemiec będzie umiarkowanie konserwatywna, jeśli kanclerz Angela Merkel ponownie wygra wybory, a to oznacza, że stosunki ze Stanami Zjednoczonymi będą poprawne. W razie wygranej SPD pod przywództwem Martina Schulza mogą jednak ulec pogorszeniu, jeśli Schulz będzie uważał, że hegemonia USA w świecie i w Europie jest dla Niemiec, a co za tym idzie i dla Unii, szkodliwa, zaś dobre relacje, zwłaszcza z Rosją, korzystne i pozbawione niebezpieczeństwa dominacji z jej strony, gdyż bliskie więzi gospodarcze Rosji z Niemcami i z zachodnią częścią Unii pozwolą na sprawowanie nad nią kontroli i, co jest marzeniem Niemiec od paru stuleci, umożliwią przekonanie klasy politycznej Rosji do przyswojenia sobie tak zwanych wartości europejskich.

Konserwatyzm czy to europejski, czy amerykański, może stać się podstawą programów politycznych, które z kolei będą przesłankami różnych polityk po ewentualnym uzyskaniu władzy przez partie konserwatywne. Idzie tu wszakże o konserwatyzm jako zespół idei, wartości i postaw, którego główną cechą jest przeciwstawianie się konstruktywizmowi, czyli kreowaniu od podstaw instytucji społecznych, alternatywnych wobec ugruntowanych na ciągłości obyczaju, i świadomemu bądź nieświadomemu zrywaniu ciągłości kulturowej i nierzadko celowemu przekształcaniu tożsamości wspólnot i jednostek. Tak pojmowany konserwatyzm ma sens jako myślenie o fundamentach życia społecznego, którego odziaływanie polega na odwoływaniu się do zdrowego rozsądku ludzi, do ich zdolności krytycznego myślenia, do wielopokoleniowego lokalnego doświadczenia i do reguł współżycia ukształtowanych w życiu rodzinnym i wspólnot różnego szczebla.

7. Aby konserwatyzm okazał się skutecznym w swoim odziaływaniu należy przyjąć, iż wprawdzie ma ono charakter długofalowy, niemniej jednak wymaga określenia priorytetów.

Niewątpliwie najważniejsze są zmiany w kulturze rozumianej szeroko, to znaczy w kulturze intelektualnej, artystycznej i obyczajowej. Tu jednak wsparcie ze strony instytucji państwa, konieczne zwłaszcza w krajach Europy Środkowej, gdzie mecenat prywatny jest słabo rozwinięty, musi być bardzo głęboko przemyślane, gdyż dążenie do wzmocnienia preferencji dla wartości konserwatywnych może łatwo przybrać formę ideologicznej propagandy i w rezultacie stać się przeciwskuteczne.

W istocie idzie przede wszystkim o aksjologiczne podstawy kultury, czyli o prawo moralne i jego respektowanie. Wypełnianie przez państwo roli w tym zakresie wymaga z jednej strony zdecydowania, a z drugiej, wyczucia i umiejętnego postępowania. Rolą państwa kierującego się konserwatywnymi zasadami jest nadanie rangi patriotyzmowi, który nie tylko wymaga szacunku dla symboli w sferze publicznej, ale również przywrócenia, w przypadku Polski, pamięci zbiorowej wszystkich, którzy przyczynili się do przetrwania narodu pomimo klęski militarnej podczas II wojny światowej, kontynuowali walkę w skrajnie niesprzyjających warunkach niemieckiej i sowieckiej okupacji oraz przeciwstawiali się na różne sposoby systemowi komunistycznej opresji. Państwo o charakterze konserwatywnym powinno opowiedzieć się za zasadami prawa naturalnego, czyli za szacunkiem życia i za jego ochroną. W polityce tak pojmowanego państwa konieczna jest ponadto dbałość o treści nauczania w systemie edukacji w celu wykształcenia i wychowania ludzi, nie tylko zdolnych do odnalezienia własnego miejsca na rynku pracy i zapewnienia swoim rodzinom odpowiedniego poziomu życia, ale przede wszystkim obywateli zaangażowanych w sprawy lokalnych wspólnot i wspólnoty narodowej.

Ponadto w Polsce i, jak sądzę, w innych państwach postkomunistycznych, palącą potrzebą jest wzmocnienie instytucji państwa przy równoczesnym unowocześnieniu jego struktur. Nie ulega wątpliwości, że instytucje państwa w krajach zachodniej Europy są znacznie bardziej efektywne w działaniu, co jest rezultatem długiego okresu tworzenia się państw (mniej więcej od drugiej połowy XVI wieku) o silnej strukturze administracyjnej, zdolnej do egzekwowania prawa (system sądowniczy i policyjny), zarządzeń władzy centralnej i do kontroli finansów. Natomiast w państwach znajdujących się do niedawna pod kontrolą Rosji Sowieckiej funkcjonalne struktury państwa oparte na rządach prawa zostały zniszczone w okresie komunizmu.

W procesie transformacji wiele elementów ustroju komunistycznego przetrwało, część z nich została utrwalona celowo lub z braku woli politycznej, a część w wyniku organizacyjnego bezwładu. Obecnie obserwujemy w niektórych państwach Europy Środkowej mniej lub bardzie zdecydowane działania partii o charakterze konserwatywnym (przy wszystkich różnicach, jakie pomiędzy istnieją), ukierunkowanie na ostateczną likwidację postkomunistycznych pozostałości. Istniejące instytucje, usankcjonowane przez nowe konstytucje i ustawy, uchwalone po 1989 roku, podlegają obecnie, zwłaszcza na Węgrzech i w Polsce, gruntownym zmianom, polegającym na podporządkowaniu ich woli politycznej sprawujących władzę, co w praktyce oznacza zmiany personalne. Paradoksalnie, wzmocnienie struktur państwa musi się zacząć od woli politycznej dokonania koniecznych zmian personalnych na stanowiskach decyzyjnych. Pozostaje jednak pytanie, czy wola polityczna zdoła przekształcić i wzmocnić instytucje państwa, tak by były w stanie działać względnie samodzielnie i czy nie ograniczy się do wymiany osób zatrudnionych na kluczowych stanowiskach i do takich zmian instytucjonalnych, w wyniku których staną się one biernymi wykonawcami decyzji politycznych władzy centralnej. W państwach o silnej strukturze instytucjonalnej jej trwałość jest oparta na stabilnej służbie cywilnej, która funkcjonuje wedle pewnych względnie neutralnych reguł biurokratycznych, co pozwala realizować cele polityczne ustalane przez władzę wykonawczą wyłanianą w drodze kolejnych wyborów. Polska, i jak się wydaje także inne państwa postkomunistyczne, mają biurokratyczne struktury instytucjonalne, lecz ich personel niejednokrotnie jest pozostałością po czasach poprzedniego ustroju, a nawet jeśli nastąpiła w nim zmiana pokoleniowa, to ich nowe kadry zostały ukształtowane w nacechowanej inercją kulturze instytucji powstałej w czasach państwa niedemokratycznego. Bywa, że w strukturach tych pracują ludzie, którzy powiązani byli z tajnymi służbami poprzedniego ustroju. Innym, lecz istotnym czynnikiem blokującym sprawność instytucji państwa jest trudność z zapewnieniem dopływu do nich kadr służby cywilnej ukształtowanej w duchu służby państwu i dochowującej lojalności kolejnym rządom.

Jak wspomniałem, partie o charakterze konserwatywnym w Europie Środkowej różnią się pod względem programowym. Nie ma w tym nic zaskakującego, bowiem konserwatyzm jako wyrastający z lokalnego doświadczenia, które ma zróżnicowany charakter ze względu na odmienne dzieje różnych wspólnot, zawiera je w sobie wraz z częściowym przetworzeniem pod wpływem refleksji, przy czym znaczna część owego wielopokoleniowego doświadczenia ma charakter nie w pełni wyartykułowany, natomiast utrwalony w instytucjach społecznych oraz w regułach obyczajowych i moralnych. W wypadku zmian o gruntownym charakterze, jakie związane były z procesem transformacji, jak wskazuje wielu komentatorów, nie został on w pełni konsekwentnie przeprowadzony, ponownie dochodzi do głosu wątpliwość podnoszona u zarania przemian po roku 1989, czy z konserwatywnego punktu widzenia głęboka, rewolucyjna, zmiana ustrojowa, może być w ogóle uznana za możliwą do przeprowadzenia i za zgodną z konserwatywnym pojmowaniem zmian jako rezultatów długotrwałych procesów. Czy, na przykład, można zlikwidować państwo typu komunistycznego i zbudować państwo, demokratyczne i oparte na rządach prawa, niejako od zera, zapobiegając przetrwaniu różnych elementów poprzedniego systemu. Przykład Czechosłowacji, a później Republiki Czeskiej pokazuje, że nawet bardziej konsekwentnie niż w Polsce przeprowadzona dekomunizacja nie eliminuje całkowicie elementów systemu komunistycznego i wpływu ludzi z nim związanych. Nawet wyjątkowo głęboka dekomunizacja dokonana w Niemczech Wschodnich nie doprowadziła do usunięcia z życia politycznego ludzi związanych z reżimem Niemieckiej Republiki Demokratycznej, choć, gdy idzie o zmiany instytucjonalne, to były one najbardziej konsekwentne na całym obszarze postkomunistycznym. Zmiany zachodzące od pewnego czasu na Węgrzech i w Polsce (po części będące kontynuacją zaczątków reform wprowadzanych przez najpierw mniejszościowy, a potem koalicyjny, rząd Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony Rzeczypospolitej Polskiej i Narodowego Koła Parlamentarnego w latach 2005-2007) są przekonującym dowodem na płytkość i brak konsekwencji w dokonywanej dekomunizacji, skoro po ponad dwudziestu latach od upadku systemu komunistycznego trzeba przeprowadzać zmiany personalne i instytucjonalne w celu doprowadzenia tego procesu do stanu możliwego do zaakceptowania, w powiązaniu z konserwatywnymi reformami prawa i instytucji państwa.

Państwa typu zachodniego, przez wieki mocno scentralizowane, wytworzyły struktury instytucjonalne i pamięć instytucjonalną, która umożliwiała uzyskanie stabilnego systemu politycznego, jaki w razie potrzeby można było poddać korektom i dostosowywać do zmieniających się warunków. W państwach, które mają za sobą kilkadziesiąt lat funkcjonowania totalitarnego typu instytucji państwowych, przy wszystkich różnicach lokalnych, jakie w nich występowały, mieliśmy do czynienia z okresem reakcji na wszechobecność państwa komunistycznego, czyli z radykalnym ograniczaniem sfery ingerencji państwa w duchu, jak sądzono, liberalnym, przy równoczesnym osłabianiu skuteczności działania agend rządowych. Teraz, jak się wydaje, rozpoczęła się faza przywracania instytucjom państwa ich efektywności, ale, jak stwierdziłem wyżej, jeśli czynnikiem podstawowym wzmacniającym skuteczność działania państwa i jego agend będzie na dłuższą metę tylko wola polityczna, a nie przebudowa instytucji i nadanie im stabilnych reguł funkcjonowania oraz zapewnienie stabilności kadr urzędniczych, wówczas przekształcenie tych instytucji będzie krótkotrwałe, i przy zmianie większości parlamentarnej i rządu, zostanie zastąpione inną wolą polityczną, która być może zmieni cele polityczne rządu i podporządkowanych mu urzędów, ale nie wzmocni instytucji państwa.



[1] Por. np. J. M. Fiszer, Kryzys integracji europejskiej czy kryzys Unii Europejskiej? Przesłanki i skutki, „Przegląd Europejski”, 3 (37), 2015; T. Kamiński, Wpływ kryzysu gospodarczego w Europie na politykę zewnętrzną Unii Europejskiej, Warszawa 2013, „Zeszyty Natolińskie”, nr 52; J. Kloczkowski, O. Krutílka, A. Wołek (red.), Kryzys Unii Europejskiej, Kraków 2012; A. Koziński, Unia Europejska rozwija się od kryzysu do kryzysu, „Polska The Times”, 18.04.2014 (http://www.polskatimes.pl/artykul/3407375,unia-europejska-rozwija-sie-od-kryzysu-do-kryzysu,id,t.html; dostęp 30.03.2017); M. Magierowski, Zmęczona. Rzecz o kryzysie Unii Europejskiej, Kraków 2013; Kryzysy w procesie integracji europejskiej i sposoby ich przezwyciężania, K. A. Wojtaszczyk i J. Nadolska (red.), Uniwersytet Warszawski, Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, Instytut Europeistyki, Warszawa 2015 (https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/8674/Witkowska%20-%202015%20-%20Kryzys%20demokracji%20w%20UE-przyczyny%2c%20uwarunkowania%2c%20scenariusze.pdf?sequence=1&isAllowed=y; dostęp 30.03.2017); M. Stolarczyk, Implikacje kryzysu Unii Europejskiej dla dalszego procesu integracji, „Krakowskie Studia Międzynarodowe”, Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Kraków, IX: 2012 nr 3; D. Sobków, Unia Europejska: od kryzysu do kryzysu, „Wolna Polska” (http://wolnapolska.pl/index.php/Gospodarka/2012010315057/unia-europejska-od-kryzysu-do-kryzysu/menu-id-175.html; dostęp 30.03.2017); H. Tendera-Właszczuk (red.), Kryzys Unii czy kryzys w Unii? Kierunki dyskusji nad przyszłością integracji europejskiej, Warszawa 2014; taż, Przyszłość integracji w świetle analizy źródeł kryzysu idei europejskiej, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”, Lublin 2015, Vol. XLIX, 2; J. Zielonka, przeł. E. Gołębiowska, Koniec Unii Europejskiej?, Warszawa 2014 (tytuł oryginału angielskiego: Is the EU doomed? Cambridge 2014).

[2] Por. hasła „Rada UE”, „System głosowania”, „Większość kwalifikowana” (http://www.consilium.europa.eu/pl/council-eu/voting-system/; http://www.consilium.europa.eu/pl/council-eu/voting-system/qualified-majority/; dostęp 8.04.2017.)

[3] Por. wypowiedź A. Smolara dla „Polska The Times” Kryzysy od dawna stymulują Unię (http://www.polskatimes.pl/artykul/3407375,unia-europejska-rozwija-sie-od-kryzysu-do-kryzysu,id,t.html; dostęp 30.03.2017). Ściśle rzecz biorąc, metoda Monneta polega na stopniowym osiąganiu integracji politycznej pomiędzy państwami europejskimi w wyniku rozwoju pogłębionej współpracy gospodarczej, zwłaszcza po utworzeniu wspólnego rynku (T. G. Grosse, „Walka z kryzysem strefy euro i o władze w Europie (2010-2012)” [w:] J. Kloczkowski i inni (red.), Kryzys Unii Europejskiej, op. cit. s. 36.)

[4] Por. G. Delanty, Odkrywanie Europy. Idea, tożsamość, rzeczywistość, Warszawa-Kraków 1999, J. Habermas, Obywatelstwo a tożsamość narodowa. Rozważania nad przyszłością Europy, przeł. B. Markiewicz, Warszawa 1993.

[5] Por. M. Kuniński, Czy Europejczycy mogą być dobrymi obywatelami Unii? A. Nogal, Czy potrzebny nam jest naród europejski?, J. E. Ziółkowska, Czy Europejczyk ma szansę stać się obywatelem Europy? Problem europejskiej tożsamości i postnarodowego obywatelstwa [w:] B. Markiewicz, R. Wonicki (red.), Kryzys tożsamości politycznej a proces integracji europejskiej, Warszawa 2006.

[6] „Zbyt proste wyobrażanie sobie, że ten tak różnorodny kontynent można łatwo ubrać w garnitur superpaństwa, może przynieść reakcje negatywne w stosunku do procesu integracyjnego. Różnorodność narodowa Europy domaga się jej potwierdzania. Wybuchy separatyzmów na naszym kontynencie świadczą o tym, jak niebezpieczny byłby brak poszanowania tej różnorodności. Dlatego też powiedziałbym, że w perspektywie, którą można sobie wyobrazić, Unia Europejska pozostanie związkiem państw, społeczeństw, regionów, a nie superpaństwem, „Stanami Zjednoczonymi Europy”. Ta nieostateczność kształtu Unii jest w moim przekonaniu zarówno jej siłą, jak i słabością. Siłą jest dlatego, że nieostateczność ta wynika z potrzeby respektowania różnorodności europejskiej historii i teraźniejszości, a także różnic rozwojowych. (T. Mazowiecki, Europa, jakiej chcemy, „Więź”, 2002, nr 8-9 (laboratorium.wiez.pl/2017/03/24/europa-jakiej-chcemy/; dostęp 31.03.2017.)”

[7] R. Kuźniar, T. Mazowiecki, Między Europą ojczyzn a federacją — wprowadzenie do sympozjum (http://www.skubi.net/kuzniar-mazowiecki.html; dostęp 31.03.2017).

[8] Tamże.

[9] Por. Priorytety polskiej polityki zagranicznej (http://www.platforma.org/aktualnosc/37382/priorytety-polskiej-polityki-zagranicznej; dostęp 8.04.2017). Oficjalna strona Platformy Obywatelskiej nie zawiera programu partii. Natomiast opracowanie autorstw M. Boniego, P. Bochniarza i innych, Polska 2030. Wyzwania rozwojowe (http://www.platforma.org/pliki/35/polska2030.pdf; dostęp 8.04.2017), choć zawiera wiele analiz i przewidywań o charakterze gospodarczym, infrastrukturalnym i społecznym, nie pozwala na uzyskanie spójnej wizji programowej kierunków integracji, za którą opowiada się partia od niedawna sprawująca władzę w Polsce.

[10] Por. np. J. E. Ziółkowska, Państwo narodowe w perspektywie wspólnoty europejskiej, Warszawa 2009.

[11] „Polska jest suwerennym państwem członkowskim organizacji międzynarodowej, jaką jest Unia Europejska. Członkostwo to ma przynosić Polsce, jak i całej organizacji, korzyści. Nie może być ono drogą do budowania struktur państwa federalnego (federacji). Części składowe federacji nie są bowiem państwami z prawnomiędzynarodowego punktu widzenia. Wraz z powstaniem takiego państwa, podmioty je tworzące tracą niepodległość. UE jest – i musi pozostać – organizacją międzynarodową; tylko i aż – organizacją międzynarodową, a zatem stowarzyszeniem suwerennych, tj. niepodległych, państw. Aktem, który dopuszcza stosowanie prawa UE na terytorium Polski jest Konstytucja RP. Ona zatem, jako akt nadrzędny, co stanowi jej art. 8 ust. 1, określa zakres i zasady stosowania tego prawa. Jej przepisy tworzą wzorce, z którymi muszą być zgodne wszystkie stosowane na jej terytorium regulacje, tak pochodzenia krajowego, jak i zewnętrznego. Dlatego też za jeden z fundamentów nowego porządku prawnego, przyjętego na rzecz realizacji celów polskiej polityki zagranicznej, uznajemy przyjęcie ustawy o wykonywaniu suwerenności państwa, która będzie szczególnie istotna w ramach polityki europejskiej. Jej celem będzie praktyczne rozwinięcie gwarancji dla realizacji zasady pomocniczości w ramach relacji Polska – Unia Europejska oraz zasady prymatu kompetencji narodowych w stosunkach z organizacjami międzynarodowymi, wedle traktatowej formuły, iż >>kompetencja do określania kompetencji pozostaje zawsze przy państwie narodowym<<. Polska, która aspiruje do tego, aby włączyć się do debaty o przyszłości Europy, musi działać wedle zasady, która jest realizowana w innych liczących się europejskich państwach, i głosi, że im bardziej postępuje proces integracji europejskiej, tym bardziej należy zwiększać uprawnienia organów państwa w zakresie polityki europejskiej, właśnie po to, by zachować kontrolę nad procesami integracyjnymi w Unii. Każde przekazanie kompetencji na poziom unijny musi więc być równoważone odpowiednim zwiększeniem nadzoru nad tymi kompetencjami ze strony polskiego rządu i parlamentu. (Zdrowie-Praca-Rodzina. Program Prawa i Sprawiedliwości, Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa 2014, s.150-151, file:///C:/Users/MI%C5%82ek/Downloads/program_pis_2014.pdf; dostęp 8.04.2017)”.

[12] Por. R. Kagan, Power and Weakness, “Policy Review”, June-July 2002.

[13] Warto przy tym zauważyć, że część muzułmanów mieszkających we Francji głosowała na Front Narodowy, bowiem, jak twierdzili, chcieli się przeciwstawić w ten sposób dżihadystom!