Roger Scruton („Prospect Magazine”): Kim jesteśmy?

Email Drukuj PDF

Zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej myśleli, że czerwcowe referendum dotyczyło kwestii wyłącznie ekonomicznych. Roger Scruton, brytyjski filozof, uważa jednak, że tak naprawdę chodziło o zdefiniowanie narodu brytyjskiego. Wynik referendum był zaskoczeniem, nie tylko ze względu na to, że nie przewidywały go powszechne sondaże, ale ze względu na to, że czynniki, który wpłynęły na taką decyzję Brytyjczyków, były spychane z porządku obrad przez tak długi czas, że prawie nikt z rządzących nie był przygotowany na dyskusję na ich temat. Roger Scruton, w swoim artykule Who are we? dla „Prospect Magazine” udowadnia, że gorycz i rozczarowanie wynikiem referendum uzewnętrzniły te czynniki. Konieczne jest rozprawienie się z nimi właśnie teraz, by brytyjski naród, w duchu jedności narodowej mógł pójść naprzód.

W sercu konfliktu między zwolennikami a przeciwnikami wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, zdaniem Rogera Scrutona, leżą dwa słowa: „my” i „naród”. Filozof zastanawia się, kim są „my”, którzy podjęli taką decyzję. Jeżeli Brytyjczycy myślą o sobie jako o narodzie, to o który naród chodzi? Anglia i Walia bowiem głosowały za wyjściem z Unii, Szkocja i Irlandia Północna zaś za pozostaniem. Być może narody głosujące za wyjściem ze Wspólnoty tak naprawdę wyraziły swoje przywiązanie do klasycznej formy tożsamości zbiorowej, w której „my” oznacza naród ukształtowany przez wojnę, podczas gdy głosujący za pozostaniem w Unii pojmują „my” jako globalny, wybiegający naprzód projekt, który zakłada zniesienie narodów będących celem samym w sobie. Według Scrutona, Wielka Brytania to zjednoczona pod suwerenną władzą grupa narodów, która obecnie jest rozrywana przez pole grawitacyjne Europy. Kwestia tożsamości była przedmiotem sporu we wszystkich częściach Królestwa, jednakże głosowanie za wyjściem z Unii dotyczyło raczej podkreślenia brytyjskiej samorządności i niezależności od Brukseli, aniżeli jakiegokolwiek wyrażania idei państwowości.

Scruton wymienia trzy czynniki, które miały wpływ na głosowanie za wyjściem Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty Europejskiej: imigranci, deficyt demokracji w Unii i oddziaływanie sądów europejskich na prawo wewnętrzne i zwyczaje Brytyjczyków. W ciągu ostatnich dekad klasa polityczna zawodziła w kwestii rozwiązania tych problemów. Najważniejsze pytania, jakie zadają sobie teraz Brytyjczycy, brzmią: kim są „my”, kto jest uprawniony do korzyści płynących z przynależności do społeczności brytyjskiej i czym dokładnie jest „nasze” przyrodzone prawo, jako osób urodzonych „tutaj”, z rodziców, którzy walczyli, by to „tutaj” było „nasze”? Filozof uważa, że Brytyjczycy nie mogą być obwiniani za liczenie społecznych kosztów decyzji liderów politycznych, które przyniosły korzyść jedynie odległym elitom. Ci, którzy przekonywali Królestwo do pozostania w Unii, spoglądali na obecną sytuację wyłącznie z ekonomicznego punktu widzenia, gdyż Polacy, Czesi, Węgrzy, Litwini czy Rumuni, którzy przybyli na Wyspy, swoją energią i umiejętnościami napędzili produkcję i wywołali wzrost gospodarczy. Entuzjaści swobody przemieszczania się nie zwrócili jednak uwagi na kraje post-komunistyczne, które płacą obecnie wysoką cenę za polityczne decyzje Brukseli. Kruche, dopiero rozwijające się demokracje usiłują włączyć się do globalnego rynku, jednocześnie tracąc kompetentną siłę roboczą, wykształconą klasę średnią i młodych ludzi. Scruton jako przykład przywołuje Polskę, którą kryzys demograficzny może wkrótce sprowadzić na kolana.

Stabilność kraju zależy nie tylko od ekonomicznego wzrostu, ale także od zaufania społecznego, które jest spoiwem wzajemnego przywiązania do siebie Brytyjczyków. Ojcowie założyciele Wspólnoty (Monnet, Schuman, Hallstein, Spinelli i inni) chcieli, zdaniem filozofa, stworzyć nową, bardziej otwartą i łagodniejszą formę tożsamości, która miała zastąpić negatywne uczucia nacjonalistyczne. Alternatywa stworzona przez współczesne, miejskie elity oparta jest na sieci wzajemnych powiązań, bez względu na granice państwowe. Jednak miejskie elity są nadal uzależnione od osób, które nie znalazły się w tej sieci: rolników, mechaników, producentów itd., którzy są silnie związani z miejscem, w którym egzystują. Jasne jest zatem, że w głosowaniu takim, jakie miało miejsce w Wielkiej Brytanii, zagłosują oni inaczej, aniżeli miejscy finansiści czy naukowcy. Połączenie między tymi dwiema grupami społecznymi jest tym, o co w nowoczesnej polityce chodzi przede wszystkim. Zdaniem Scrutona nie można zignorować faktu, że nawet gdyby młodsza generacja, wychowana przez rodziców, którzy sami nie doświadczyli wojny, była bardziej skłonna pozostać w zjednoczonej Europie, elity polityczne nie oddałyby jej głosu.

Jednak nie tylko zjawisko masowej migracji powoduje wrogość Brytyjczyków do Unii. Chodzi także o unijne regulacje, które są nakładane na podatników bez uwzględniania ich zapotrzebowań. Wszystkie unijne prawa i zasady, skumulowane w acquis communitaire, mają ogromny wpływ na brytyjską gospodarkę, zaś ludzie, którzy je stanowią, nie mają pojęcia o lokalnych zwyczajach ani też woli ich poznania. Trzecim faktorem, który wpłynął na wynik referendum, a który według obserwacji filozofa ani razu nie został wspomniany przed głosowaniem, jest tzw. efekt europejskiego sądownictwa. Prawo europejskie, rozwinięte w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zdaniem Scrutona wypełniło brytyjską przestrzeń prawną bzdurami, które są obraźliwe dla ich rodzimego poczucia sprawiedliwości. Prawo wspólnotowe jest wydobywane z głębin unijnych regulacji. Nie jest ono zatem stanowione, a stanowi implikację sędziowskich rozstrzygnięć w indywidualnej sprawie. Symbolizuje ono wizję indywidualnej wolności, a nie polityki zbiorowej zgodności. Scruton porównuje prawa wymyślane przez europejskich sędziów, którzy nie płacą dalszych kosztów swoich rozstrzygnięć, do eksperymentów inżynierii społecznej.

Prawo dla Brytyjczyków stanowi własność pojedynczego obywatela, a nie państwa, jest tym, co chroni ich przed biurokratami, dla których zgodność z obowiązującymi przepisami jest ważniejsza niż wolność obywatela do ignorowania tychże przepisów. Według Scrutona nie jest to jednak jakiś atawistyczny nacjonalizm czy też poczucie wyższości rasowej, ale prawo do odmowy posłuszeństwa ludziom, którzy nie mają ani legalnego ani moralnego prawa dyktatu. Przedstawione powyżej trzy czynniki nie stanowią całej prawdy o Unii Europejskiej, ani też jednoznacznego uzasadnienia decyzji podjętej przez Brytyjczyków. W obecnej sytuacji politycznej państwa europejskie muszą być zjednoczone bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Na zakończenie swoich rozważań Roger Scruton wyraził żal, że referendum oferowało wyłącznie wybór między pozostaniem a wyjściem ze Wspólnoty. Żadna z tych odpowiedzi bowiem nie przybliżyła Europy do zrealizowania zapotrzebowania na nowy traktat, który odpowiadałby na rosnącą wśród społeczności europejskiej niechęć do Unii jako powojennej iluzji i postmodernistycznej wizji społeczeństwa. Europejczycy nie mają zamiaru poświęcać swojego narodowego interesu dla porządku, który został wymyślony siedemdziesiąt lat temu. Według Scrutona prawdziwy problem tkwi w tym, że Europejczycy nie byli jedynie przedmiotem ostatniego traktatu, ale oddali swoje uprawnienia do tworzenia prawa instytucji, która nie ma zdolności do reagowania na ich bieżące potrzeby. Podobnie jak bolszewicy, eurokraci narzucili Europie taką formę rządów, której nie można adaptować, która nie ma biegu wstecznego i która stale musi się rozwijać, nawet jeżeli prowadzi to do destrukcji. Scruton nawołuje, by kontynent europejski obudził się z tej głupoty. W polityce bowiem, tak jak w biologii, niezdolność przystosowywania się jest wstępem do wyginięcia.

Opracowanie: Agata Supińska

 

Źródło: http://www.prospectmagazine.co.uk/features/who-are-we