Wolfgang Streeck (Instytut Badań Społecznych im. Maxa Plancka): Trudny scenariusz na lepsze jutro UE, euro i Niemiec

Email Drukuj PDF

Wolfgang Streeck, niemiecki socjolog i ekonomista, dyrektor Instytutu Badań Społecznych im. Maxa Plancka w Kolonii, ostatnio opublikował obszerną recenzję książki Martina Sandbu, dziennikarza i specjalisty ekonomicznego, pt. The Future of the Euro and the Politics of the Debt. W pierwszej kolejności informuje, że Angela Merkel latem 2015 roku, narzuciwszy Grekom reformę po raz kolejny (po reorientacji programu ekonomicznego SPD czy zmianie polityki jądrowej) dokonała przewartościowania własnych działań, tym razem rozpoczynając starania o odwrócenie uwagi od polityczno-gospodarczych konsekwencji katastrofy unii walutowej poprzez wykorzystanie kryzysu migracyjnego, a raczej polityki „otwartych drzwi”.

Analityk stara się następnie odpowiedzieć na pytanie, czemu Merkel wykorzystała napływ migrantów do wolty politycznej. Pierwszą z przyczyn jest nacisk mediów i społeczeństwa, uznających migrantów za potrzebujących wsparcia. Za kolejny powód zmiany polityki kanclerz Streeck uznaje chęć poprawy wizerunku Niemiec, które w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii czy Francji otworzyły swoje granice dla szukających azylu. Ekspert uważa, że reorientacja kanclerz była motywowana nadziejami na to, że napływ uchodźców ożywi gospodarkę i zażegna kryzys demograficzny, a ponadto upatruje w niej potencjalnej przyczyny powstania w przyszłorocznych wyborach koalicji CDU z Zielonymi.

Streeck dostrzega jednak, że Merkel nie próbuje usprawiedliwiać swojej polityki, którą realizuje bez szacunku dla demokracji czy formalności ustrojowych. Otwarcie granic nie było bowiem regulowane żadną decyzją rządu czy Bundestagu, i spotkało się z milczącą zgodą opozycji, a minister spraw zagranicznych do dzisiaj odmawia wydania stosownego dekretu, co powinno być jego obowiązkiem.

Ekspert wskazuje też, że Merkel lekceważy prawo unijne, forsując politykę otwartych drzwi. W dodatku kwestionowanie polityki migracyjnej kanclerz uznawano za ułatwianie zasad prawicy, co do zamieszek w Kolonii hamowało społeczny opór. Od września 2015 do stycznia 2016 liderka CDU odbyła szereg publicznych spotkań w celu podtrzymania poparcia tych, którzy uznali napływ uchodźców za poprawienie wizerunku Niemiec w świecie, nie wahając się stosować podczas nich narodowego patosu w stylu Obamy. Zdaniem eksperta, naginanie przez nią prawa przyniosło jej międzynarodowy splendor. Dla poprawy wizerunku wykorzystała ona także Dzień Pamięci Holokaustu z 27 stycznia.

Analityk tłumaczy, że tak dużo uwagi poświęcił polityce żelaznej kanclerz, ponieważ stanowi ona przykład, czego reszta Europy może spodziewać się po Niemcach, dla których Unia Europejska wydaje się własnym rozszerzeniem i miejscem realizacji własnych interesów. Zastrzega on jednak, że nie ma w tym nic niemoralnego. Niemieckie elity, podobnie jak amerykańskie, traktują swoje wartości jako uniwersalne i nie mogą zrozumieć tego, że ktoś mógłby je odrzucić, uważając opozycjonistów za zbyt mało wyedukowanych przez Schäublego, niemieckiego ministra finansów. Streeck zaznacza, że jednym problemem tej hegemonii jest to, że powstrzymuje ona praworządnych od zauważenia, że to, co uważają za moralnie oczywiste, jest warunkowane korzyściami, uzasadniając tę opinię faktem, że niemiecki eksport jest podłożem europejskiej idei z jednolitą walutą. Kłopotem jest także to, że narodowe interesy Niemiec, mylnie postrzegane jako uniwersalne dla Europy i świata, koniecznie kształtowane są przez rząd i dominujący społeczny blok.

Zdaniem Streecka, taka wizja świata oznacza, że niemieckie centrum uzależni kraje peryferyjne. Ponadto wraz z uwidocznieniem się kryzysu migracyjnego Europa została wciągnięta w gwałtowne zmiany niemieckiej polityki wewnętrznej. W 2015 roku Merkel krytykowała kontrolę granic, atakując za to Węgry. Po wydarzeniach w Kolonii model budapeszteński jednakże spotkał się z większą przychylnością w europejskich krajach, w szczególności w najbardziej narażonej Grecji, której Berlin narzucił uszczelnienie granic, grożąc wydaleniem ze strefy Schengen. Jako że niemieckie prawo zakazuje odsyłania potencjalnych imigrantów, jeśliby wyrazili oni już chęć złożenia wniosku o azylu, Merkel zobowiązała zarówno Grecję, jak i Europę, do przestrzegania tej zasady, żeby nie doprowadzić do uznania przez jej bazę wyborczą, że to ona przewodzi temu kierunkowi.

Liderka CDU obiecała też Erdoganowi, uznawanemu za zdolnego zahamować napływ imigrantów, zainicjowanie negocjacji akcesyjnych i spełniła jego roszczenia finansowe, płacąc unijnymi środkami. Merkel odpowiedzialna jest także za ufundowanie Frontexu – nowej unijnej agencji ochrony, która zaczęła strzec greckie i włoskie wybrzeża. Ponadto od połowy lutego niemieckie okręty, podporządkowane NATO, zaczęły patrolować Morze Śródziemne, aby zawracać uchodźców do Turcji bez zajmowania niemieckiej administracji czy niepokojenia Zielonych.

Co więcej, Merkel priorytetowo stara się uniknąć zamknięcia granic, oznaczałoby ono bowiem dla niej poważne konsekwencje polityczne i ekonomiczne. Niemieckie społeczeństwo jednak musi wierzyć, że liczba przybywających imigrantów zacznie spadać. Ponadto, z powodu niechęci niemieckiej administracji do określenia górnego pułapu przyjętych azylantów starano się o rozdzielenie uchodźców pomiędzy kraje europejskie, a sprzeciwiającym się temu dyktatowi państwom Grupy Wyszehradzkiej Merkel groziła finansowymi sankcjami.

Ostatnia zmiana polityki Merkel, uwarunkowana nadciągającymi wyborami regionalnymi, zamanifestowana została w przemowie kanclerz z 30 stycznia, podczas której liderka CDU, zwracając się do uchodźców bezpośrednio, przekazała im, że ich pobyt w Niemczech ma charakter tymczasowy, ograniczony jedynie do trzech lat. Zdaniem Streecka, retorykę tą stosuje się, aby złagodzić opozycję i powstrzymać umiarkowanych zwolenników migracji, jednak twardzi orędownicy otwartych drzwi nadzieję pokładają w łagodnej polityce wobec uchodźców. Ekspert podkreśla, że ta dwuznaczna i pogmatwana polityka Merkel przynosi gruntowny nieporządek polityczno-ustrojowy. W dodatku realizowanie niemieckich interesów pod płaszczykiem europejskich spraw przyczyniło się do wzrostu nastrojów antyniemieckich zarówno wśród elit politycznych, jak i społeczeństw krajów europejskich. Chaos ten dotyczy także Unii Gospodarczej i Walutowej, ponieważ wraz z migracją wzrosła w Europa idea autonomii ekonomicznej, wliczając w to sprawę waluty. Nowym problemem Europy jest to, czy rozmontowanie centralnych struktur unijnych jest rzeczywiście jedynym sposobem, aby uchronić się przed błazeństwami kanclerz.

Po tym obszernym i wymownym wprowadzeniu Streeck zajmuje się w końcu publikacją Sandbu, którego tezę można skrótowo określić: rezygnacja z wspólnej waluty może być błędem, ponieważ nie musi ona być instrumentem realizującym niemieckie interesy i zostawia ona wystarczającą przestrzeń dla narodowej autonomii, różnorodności i demokracji. Zły stan UGiW wynika natomiast ze złych politycznych decyzji, uwarunkowanych niemiecką hegemonią. Zdaniem autora recenzowanej książki euro jest potrzebne, ale lepiej byłoby, gdyby było regulowane brytyjskimi warunkami, które zachowałyby suwerenności narodowe pomimo wspólnej, ponadnarodowej waluty. Natomiast Wielkiej Brytanii Sandbu zaleca zarówno pozostanie w Unii, jak i przyjęcie euro, co będzie korzystne dla obydwóch stron. Recenzowana publikacja zajmuje się zarówno przeszłością, jak i przyszłością. Sandbu, przekonany o nieomylności swojego sądu na temat kryzysu europejskiej waluty, dokonuje krytyki unijnych „polityk ratowania”, prezentując je jako narzędzia osiągnięcia przez Niemiców europejskiej supremacji. Dziennikarz rozważa też szczegółowo optymalne sposoby rozwikłania problemu, postulując rekwizycję depozytów tych, którzy nadzieję mieli na zysk poprzez udzielanie kredytów wysokiego ryzyka przyszłym dłużniczym krajom, co mogło oszczędzić Europie wielu problemów o ekonomicznym bądź politycznym charakterze.

Według niego, za to niekorzystne zjawisko odpowiedzialna jest ściągająca kapitał z północy na południe bańka kredytowa, która dotknęła bogatsze państwa na przełomie stuleci. Jej niszczycielski charakter wynika z faktu, że kraje zadłużone zezwalają na udzielanie kredytów lekkomyślnym, którzy pożyczone fundusze przeznaczają na konsumpcję. Dlatego też nie „problem konkurencyjności”, a nadmierna konsumpcja za pomocą pożyczonych środków jest sednem kryzysu.

Sandbu uważa, że to państwo powinno poradzić sobie z konsekwencjami poprzez restrukturyzację długu i uchwałę bankową, po której nastąpiłaby strukturalna reforma i ekspansja podatkowa. Zamiast tego państwa-dłużnicy otrzymują od kredytodawców dodatkowe fundusze na pokrycie obsługi długu we francuskich bądź niemieckich instytucjach finansowych, pod warunkiem przeprowadzenia surowych działań politycznych, które, mimo że mają zwiększyć konkurencyjność, w rzeczywistości jedynie dławią rozwój.

Patrząc w przyszłość, Sandbu próbuje przekonać, że wspólny ustrój walutowy jest możliwy bez hegemonii Niemiec, uznając, że niepodległość da się pogodzić z unią walutową, niewymagającą scentralizowanej kontroli. Nie ma bowiem potrzeby elastycznego kursu wymiany czy wzajemności długu. Co więcej, wspólna waluta daje europejskim krajom swobodę zawiązywania koalicji. Natomiast jeśli chodzi o problem konkurencyjności, który przez cieszące się własną walutą państwa rozwiązany byłby przez denominację pieniądza, to Sandbu zaleca, żeby rozwiązywać go przez dewaluację podatkową. Optymistyczna wizja dziennikarza zależy jednak od zmiany polityki finansowej Niemiec, których Sandbu chce nauczyć, że udzielające niewiarygodnym podmiotom prawnym banki muszą ponosić konsekwencje nierozsądnych decyzji, w postaci braku jakiejkolwiek pomocy pod płaszczykiem międzynarodowej solidarności. Ponadto dziennikarz wzywa czołowe państwa Europy, by wyrzekły się szkodliwych trendów polityk finansowych, postulując jednocześnie, by słabsze gospodarki pod presją bardziej świadomych rynków dokonały kompleksowych reform wewnętrznych.

Zdaniem Streecka, pogląd ten wyraża brak docenienia przez ekonomistę zarówno bezwładu polityczno-społecznego, jak i to, że Sandbu przecenił zdolność rynku do wykorzenienia politycznego oportunizmu, skarbu do naprawy ekonomii i społeczeństwa do umiejętnego używania kredytu. Streeck krytycznie ocenia prognozę i postulaty Sandbu, pytając, czy aby na pewno można ignorować politykę w tej kwestii. Ekspert wyraźnie wskazuje, że postulowane przez dziennikarza sposoby uzdrowienia gospodarki raczej nie wpłyną na zmniejszenie różnic dochodów między krajami południowej a północnej Europy, posiłkując się przykładem wciąż istniejącej różnicy dochodów między byłą RFN a byłą NRD. Dlatego też wizja Sandbu wydaje się być ekonomiczną utopią. Streeck zastanawia się jednak, czy wspólna waluta jest skazana na unicestwienie, podkreślając, że według niego Europę w najbliższej dekadzie czeka wiele złego: rywalizacja poszczególnych regionów Starego Kontynentu, wyobcowanie społeczeństw i wiele sporów o zapisy umów międzynarodowych.

Opracował Tomasz Zając

Źródło: http://www.lrb.co.uk/v38/n07/wolfgang-streeck/scenario-for-a-wonderful-tomorrow