Adam Garfinkle („The American Interest”): Niemiecka droga na manowce

Email Drukuj PDF

„Zdarzyło mi się przebywać w Niemczech w okresie, gdy sprawa uchodźców przekształciła się w kryzys. Zachęty, głosy poparcia i chęć niesienia pomocy przez Niemców okazały się niemalże jedynym tematem nasuwającym się ludziom na usta. Są jednak też tacy, co pomimo dzielenia z resztą społeczności zachwytu z faktu, że ktoś na Bliskim Wschodzie postrzega RFN jako kraj nadziei, niestety, czekają, aż zdarzy się coś złego” – czytamy we wstępie artykułu Adama Garfinkle’a, wieloletniego redaktora „The National Interest”, obecnego redaktora „The American Interest” oraz twórcy przemówień dwóch sekretarzy stanu Stanów Zjednoczonych, Colina Powella i Condoleezzy Rice.

Jak pisze autor, wydarzenia ostatnich tygodni wpłynęły na niemieckie samopostrzeganie. Jak twierdzi, chociaż wspomniane nie przyczyniły się one do udzielenia odpowiedzi na nurtujące Niemców pytanie o własną tożsamość, to jednak sprawiły, że Niemcy zdali sobie sprawę, że są lepszymi ludźmi niż uważali. Dosadnym jest stwierdzenie, że „ziemia już nie drży pod ciężarem [ich] nóg w stopniu, w jakim drżała chociażby przed miesiącem”.

Co więcej, autor zwraca uwagę, że chociaż pewien wątek jest rzadko poruszany, to jednak każdy jest świadom jego znaczenia. Chodzi mianowicie o przyjmowanie i pomaganie „innym” podróżującym w pociągach ze wschodu. Kontrast tego obrazu ze zdjęciami sprzed kilkudziesięciu lat, gdy to „innych” wywoziło się na wschód, do Treblinki czy Auschwitz, jest niesłychanie ostry.

Chociaż wspomniany wyżej kryzys sprawił, że Niemcy czują się bardziej pewne siebie oraz skłonne do przejęcia sterów przywództwa w Europie, zdaniem autora, zarówno Merkel jak i pozostałe wiodące postacie w UE z Jean-Claude Junckerem na czele jedynie kładą fundament pod długotrwałe cierpienie. Jak twierdzi autor, ta agonia wystąpi w trzech postaciach: stanu gospodarczego państwa opiekuńczego; oślepiającej polityki multikulturalizmu; bezpieczeństwa.

Parafrazując autora, w przypadku bezpieczeństwa Juncker z pozostałymi zapewnili służbom porządkowym istny koszmar. Chociaż wymuszone zostało „podzielenie się ciężarem” w przyjmowaniu azylantów, zważywszy na istniejącą strefę Schengen, nic nie stoi na przeszkodzie, aby pewnego dnia większość z nich zwinęła rzeczy w kraju, w którym wylądowała, i udała się do chociażby Berlina. Dla Niemiec jest to ogromny problem, gdyż wszelkie próby odmówienia pobytu lub wydalenia nowo przybyłych automatycznie przywołałyby obraz pociągów kierujących się na wschód.

Autor, próbując przekonać czytelnika do swoich racji, powołuje się też w tekście na przypadek Polski po I wojnie światowej. Jak czytamy, Polska była w tym okresie krajem niesłychanie różnorodnym, co w gruncie rzeczy było uciążliwe dla większości grup społecznych. Po roszadach zainicjowanych przez Związek Sowiecki Polska stała się krajem homogenicznym pod względem narodowościowym i religijnym oraz w takim stanie przetrwała do dziś. To właśnie dzięki temu, zdaniem autora, udało jej się skutecznie rozwinąć po upadku Związku, dlatego też nie trudno się dziwić, że Polacy stawiają opór decyzjom, które, ich zdaniem, mają im zaszkodzić.

Mając powyższe na uwadze, autor twierdzi, że rodzina przybyła z Syrii o wiele bardziej wolałaby wylądować w Niemczech, gdzie, przynajmniej w sferze publicznej, każdy się nimi zachwyca, niż do Polski, gdzie, jak pisze autor, praktycznie każdy, aczkolwiek w milczeniu, ich nienawidzi.

Jednak, jak przekonuje autor, ta chęć i walczenie o utrzymanie własnej społeczności w stanie niezmiennym nie jest żadną dyskryminacją, tak jak niedanie żebrakowi pieniędzy nie jest równoważne z uderzeniem go po głowie metalowym przedmiotem. Wspomniany sprzeciw jest jedynie formą wypowiedzenia się po stronie społeczności o wysokim poziomie wzajemnego zaufania, które z kolei rodzi poczucie bezpieczeństwa, dostatek oraz chęć i wolę do bycia hojnym.

Na koniec autor stwierdza, że obecny kryzys może jedynie wywołać bardziej wyraźny podział Europy na Wschodnią i Zachodnią, przyczyni się do wyraźnej zmiany polityki państw Europy Zachodniej, a jeżeli rozważni politycy nie powstrzymają w końcu tej fali, to do głosu mogą dojść ludzie gniewni i mniej rotropni, a niewykluczone też, że już wspierani politycznie czy też zbrojeniowo przez euroazjatyckiego sąsiada.

Źródło: http://www.the-american-interest.com/2015/09/12/insane-asylum/