Steven Erlanger (New York Times): Ambiwalentne Niemcy wobec kryzysów

Email Drukuj PDF

Steven Erlanger w artykule Germans at the Crux of Crises, but Reluctantly, opublikowanym w „New York Times”, analizuje politykę rządu niemieckiego wobec największych współczesnych kryzysów – wojny na Ukrainie oraz trudnych negocjacji z Grecją ze strefą euro w tle. W przypadku pierwszego zwraca uwagę, że dotychczasowe wysiłki Angeli Merkel w tej sprawie nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, choć miała ona poparcie opinii publicznej. Mimo porozumienia Mińsk 2 separatyści pod auspicjami prezydenta Putina zajmują kolejne tereny wschodniej Ukrainy. Coraz bliższa jest zatem perspektywa włączenia się w ten konflikt Stanów Zjednoczonych, poprzez wsparcie militarne, do czego kanclerz Niemiec starała się nie dopuścić.

W opinii Erlangera, nie można zarzucać Angeli Merkel prowadzenia tzw. polityki ustępstw, podkreśla jednak, że istnieje głęboki problem stosunku Niemiec do Ukrainy. Objawia się w dystansowaniu się wobec ostrzejszego stanowiska Stanów Zjednoczonych wobec działań Władimira Putina. Jego zdaniem, marzenia Niemców o dobrym partnerstwie z Rosją są wciąż, szczególnie wśród polityków SPD, bardzo silne. Po drugie, niemieckie społeczeństwo w dalszym ciągu żywi głębokie rozczarowanie długoletnią polityką rządu amerykańskiego, pomimo obiecujących początków prezydentury Baracka Obamy. Autor ma tu na myśli takie wydarzenia jak: wojna w Iraku, torturowanie więźniów w Guantanamo, naruszenia praw obywatelskich na mocy tzw. Patriot Act, rewelacji ujawnionych przez Edwarda Snowdena, wreszcie informacji o podsłuchiwaniu samej kanclerz Merkel

Z kolei w przypadku kryzysu strefy euro, szczególnie trudnych negocjacji z nowym rządem greckim, Erlanger przewiduje, że wkrótce w Berlinie coraz głośniej będzie brzmiał ton poczucia moralnej wyższości niemieckich elit politycznych wobec państw Europy Południowej, niegodzących się na pełną realizację planów oszczędnościowych. Co znamienne, ton słyszalny także w krytyce Stanów Zjednoczonych.

 

Erlanger kończy stwierdzeniem, że Niemcy są niezbędne, ale ambiwalentne, i ciągle niepewnie szukają swojego głosu.