Andrew A. Michta: Dlaczego los Ukrainy leży w naszym interesie

Email Drukuj PDF

Na łamach The American Interest Andrew A. Michta, profesor Stosunków Międzynarodowych w Rhodes College oraz ekspert Center for Strategic and International Studies (CSIS), przekonuje, że wojna ukraińsko-rosyjska toczy się tak naprawdę o zażegnanie  szerszej wojny w Europie.

Michta wskazuje, że kolejna już ofensywa wojsk rosyjskich na wschodzie Ukrainy ma na celu rozszerzenie strefy wpływów poza obecnie zajmowane regiony Ługańska i Doniecka w kierunku Odessy, a jeszcze dalej Mołdawii i wspieranego przez Rosję Naddniestrza. Zdaniem Michty jeśli ów plan Putina się powiedzie, urzeczywistnienie się wizji „Noworosji” oznaczać będzie rosyjską kontrolę nad regionem Morza Czarnego, jak i „koniec Ukrainy jaką znamy”. Ukraina straci bowiem blisko połowę ludności, około dwóch trzecich PKB, a do tego jeszcze ważne sektory gospodarki.

Równocześnie Michta wskazuje, że od czasu rosyjskiej inwazji na Krym, na Zachodzie podejmowane są próby racjonalizacji działań Putina, przestrzegające przed zbytnim zaangażowaniem się w konflikt, jak gdyby chodziło o bezpośrednią interwencję NATO. Michta poddaje przy tym w wątpliwość zasadność przytaczanych przez zwolenników takiego stanowiska argumentów. Przykładowo, odrzuca on argumentację, wedle której winę za obecny konflikt ponosi Zachód, który decydując się na rozszerzenie Sojuszu o byłe republiki radzieckie, tylko rozzłościł tym Rosję. Odrzucając ten i jemu podobne argumenty, Michta uważa, że USA powinny zacząć poważnie traktować Ukrainę. Ukrainę, która mimo oczywistych wewnętrznych słabości, boryka się obecnie z niemal niemożliwym do zrealizowania zestawem zadań: od zapobiegnięcia zapaści gospodarczej, przez niezbędne reformy państwa, na obronie terytorium skończywszy.

Jako rozwiązanie Michta proponuje pomoc materialną i wojskową dla Ukrainy (głównie przeciwlotniczą, przeciwpancerną i medyczną), która spełni dwa cele. Po pierwsze, sprawi, że wojna ukraińsko-rosyjska będzie się przedłużać, co w sytuacji poważnych problemów gospodarczych może przyhamować zapędy Rosji. Po drugie, może zapewnić wystarczająco dużo czasu dla NATO, aby skutecznie zwiększyć poczucie bezpieczeństwa w tej części kontynentu, zwłaszcza w Polsce i krajach bałtyckich. Tym bardziej, że dotychczasowe działania Putina, od wojny gruzińskiej z 2008 r. po aneksję Krymu zdają się testować reakcję Sojuszu, która dotychczas nie wykraczała poza sferę deklaratywną. Z kolei z perspektywy USA takie działania nie tylko podniosą wiarygodność administracji Obamy, ale także pokażą, że ma ona jakiś większy geostrategiczny plan. Michta wskazuje bowiem, że ofensywa skierowana na Mariupol nastąpiła zaledwie kilka dni po orędziu prezydenta Obamy, w którym zapewniał on o skuteczności sankcji.

Podsumowując, Michta wskazuje, że podczas gdy wojna ukraińsko-rosyjska coraz bardziej zagraża bezpieczeństwu Europy, w tym członkom NATO, państwa zachodnie w dalszym ciągu nie są w stanie skutecznie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. Dlatego jego zdaniem, tak długo, jak europejskie kraje NATO pozostają głównym sojusznikiem USA i środkiem realizacji ich geostrategicznych interesów, tak długo los Ukrainy leży w amerykańskim interesie. Nie chodzi przy tym o „pójście na wojnę”, lecz o pomoc wojskową dla zaatakowanego kraju, mającego geostrategiczne położenie między Europą a Eurazją. Stawką na Ukrainie jest przyszłość NATO oraz stabilność i bezpieczeństwo w Europie. Jeśli Rosja pokona Ukrainę, strata będzie rozbrzmiewać na całym kontynencie i uwypukli słabość europejskiego paradygmatu bezpieczeństwa.

http://www.the-american-interest.com/2015/01/26/why-ukraine-is-our-business/