David C. Hendrickson (Colorado College): USA i Niemcy – czas na rozwód?

Email Drukuj PDF

David C. Hendrickson, profesor z Colorado College na łamach lipcowego numeru „The National Interests” opisuje relacje amerykańsko-niemieckie po tym, jak media upubliczniły informację o podsłuchiwaniu przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego czołowych niemieckich polityków, w tym m.in. kanclerz Angeli Merkel.

Zdaniem Hendricksona, aby zrozumieć istotę sporu należy sięgnąć do historii wzajemnych stosunków. Wyłączając okres przedwojenny, kiedy USA i Niemcy kierowane dwoma odrębnymi światopoglądami (amerykański liberalizm v. pruski oraz niemiecki nacjonalizm i militaryzm) były zagorzałymi przeciwnikami, ostatnie 60 lat upłynęło na zacieśnianiu współpracy. Jak podkreśla Hendrickson Niemcy kochali Amerykę, której zawdzięczali swój powrót do wolności i rozwoju, natomiast Amerykanie kochali Niemców, ponieważ byli oni „chwalebnym przykładem konstruktywnego wykorzystania amerykańskiej potęgi, żywym dowodem na to, że straszne ofiary wojen światowych wyprodukowały dobroczynny efekt”. Duch demokracji liberalnej został pierwszy raz przeszczepiony do Niemiec z Ameryki po 1945 roku, by po upadku komunizmu kontynuować swój rozkwit aż do teraz. W rezultacie Niemcy z wojskowej potęgi przeistoczyły się w państwo usposobione pokojowo, z narodu, który chciał dominować – w zwolenników partnerstwa i poszanowania wolności. Innymi słowy, Niemcy nie tylko „stały się największą europejską gospodarką, ale również najlepszym obywatelem”. Jednocześnie najbardziej „poruszający aspekt niemieckiego odrodzenia” dotyczył tego, w jaki sposób uporali się oni z własną, niechlubną historią. Jak pisze Hendrickson, zamiast ukryć prawdę i szukać wymówek za swoje zbrodnie, Niemcy otwarcie przyznali się do wini i obiecali „nigdy więcej”.

Na tym tle zupełnie inaczej prezentują się ostatnie działania USA. W opinii Hendricksona masowe wykorzystywanie służb wywiadowczych i powszechna inwigilacja „stanowią ogromne zagrożenie dla praw człowieka na całym świecie”, nie tylko w samych Stanach Zjednoczonych, co wydaje się głównym tematem tamtejszej debaty publicznej. Zdaniem Hendricksona Stany Zjednoczone tak długo walczyły z totalitaryzmami i terroryzmem, że same uległy ich pokusom, a mówiąc inaczej, „doktor uratował pacjenta, ale sam zachorował”.

W opinii Hendricksona afera podsłuchowa pokazuje, że dla Niemców „aparat bezpieczeństwa narodowego USA jest nie mniej żarłoczny niż Stasi”, w dodatku uważa, że jest to zupełnie normalne. Dylemat, przed jakim stoją Niemcy dotyczy zatem tego, czy działanie Amerykanów  to tylko arogancja służb wywiadowczych, czy też otwarcie wyrażona zdrada wzajemnych ideałów.

Osobne zagadnienie stanowi forma odpowiedzi, która dotychczas miała charakter symboliczny. Mimo iż początkowo Berlin dążył do podpisania wzajemnych gwarancji o zakazie szpiegostwa, do porozumienia nie doszło, co zdaniem Hendricksona tylko utwierdziło stronę niemiecką w przekonaniu, że „To jest jak Stasi”. Mimo to, Niemcy oczekują, że Amerykanie zmienią swoje nastawienie bez naruszania fundamentów wzajemnych stosunków.

Z drugiej strony, mimo iż Niemcy są daleko od całkowitego zerwania sojuszu z USA, a każda nawet sankcja będzie miała dotkliwe konsekwencje również dla nich, działania USA mogą doprowadzić do zmiany dotychczasowego nastawienia. Przede wszystkim, na co zwraca uwagę  Hendrickson, nie ma powodów, aby amerykańską obecność w Europie traktować jak coś niezmiennego. Rzekoma obawa przed agresją i dominacją ze strony Rosji istnieje tylko „wyobraźni” tych, którzy „nie potrafią odróżnić sporu o granicę od napoleońskich ambicji”. Jak twierdzi Hendrickson „Rosjanie chcą godnego traktowania praw i interesów «swoich ludzi» w pobliżu ich granicy”, poza tym są zainteresowani multilateralizmem i wykazują zachowawcze podejście do użycia przemocy. Kryzys ukraiński jest tego najlepszym przykładem, gdy weźmie się pod uwagę „rolę Zachodu w sponsorowaniu rewolucji lutowej w Kijowie”.

To, co zdaje się martwić Berlin najbardziej, to próba znalezienia innego gwaranta bezpieczeństwa w Europie, który mógłby zastąpić USA. Niemcy mają bowiem nie tylko wątpliwości, czy jakakolwiek forma konsensusu jest w tym przypadku możliwa, ale także czują lęk przed samą myślą o tym, że to oni powinni stać się tym gwarantem. W opinii Hendricksona, o ile takie zachowawcze postepowanie jest rozsądne, o tyle nie wskazuje, aby europejskie poczucie bezpieczeństwa było bardziej zagrożone, w przypadku, gdyby okazało się, że Stany Zjednoczone zdecydowały się „wyjść”. Wręcz odwrotnie. Hendrickson podkreśla, że gdyby, czysto hipotetycznie, wyobrazić sobie sekwencję zdarzeń, w której Niemcy kazałyby opuścić swoje terytorium pracownikom amerykańskiej ambasady uznając ich za szpiegów, na co Stany Zjednoczone odpowiedziałyby usunięciem wszystkich swoich sił stacjonujących w Niemczech, to trudno byłoby oczekiwać, aby Europa się załamała. Jego zdaniem „to może być zdrowsze dla obu stron”. Co więcej, jeżeli nie byłoby innej alternatywy, Niemcy mogłyby przymknąć oczy i w krótkim czasie odtworzyć stary europejski koncert mocarstw.

Obecnie Berlin nie rozważa scenariusza „rozwodu z Waszyngtonem”, niemniej zdaniem Hendricksona nastroje mogą się zmienić. Zanim to nastąpi Niemcy nie powinny skupić się tylko na dwustronnych, amerykańsko-niemieckich, rozbieżnościach w kwestii zachowania równowagi pomiędzy wolnością a bezpieczeństwem, ale w walce z administracją Obamy skoncentrować się na podstawowych zasadach życia politycznego. Z drugiej strony najgorsze, co może zrobić Berlin, to przejść do porządku dziennego, pod warunkiem, że same nie będą już więcej inwigilowane.

 

Źródło: http://nationalinterest.org/feature/germany-america-headed-divorce-10874