George Friedman (Stratfor): Ukraina - na Krawędzi imperiów

Email Drukuj PDF

W swoim artykule George Friedman przedstawia geopolityczną sytuację Ukrainy w kontekście historycznym. „Ukraina jest na skraju imperiów od wieków” – pisze. W XVII i XVIII wieku została podzielona pomiędzy Rosję, Polskę i Imperium Osmańskie. W XIX wieku między Rosję i Austro-Węgry. Zaś w wieku XX, z wyjątkiem krótkiego okresu niepodległości po I wojnie światowej, była częścią Związku Radzieckiego. Friedman pisze także o swoich ukraińskich korzeniach: jego ojciec urodził się na Ukrainie w 1912 r. Deklarował on mówienie w siedmiu językach - węgierskim, rumuńskim, słowackim, polskim, ukraińskim, rosyjskim i jidysz. Za jego życia granica Ukrainy była przemieszczana kilkukrotnie – kwestia jurysdykcji na danym terenie zawsze była niepewna.

Kluczowym momentem, zdaniem eksperta Stratforu, było przyjęcie przez Ukrainę chrześcijaństwa. Przywołuje tu słowa historyk Anne Reid: „Wybierając chrześcijaństwo, nie islam, Włodzimierz lokuje ambicje Rusi na zawsze w Europie, a nie w Azji, a biorąc chrześcijaństwo z Bizancjum, a nie Rzymu, wiąże przyszłych Rosjan, Ukraińców i Białorusinów razem w prawosławiu, śmiertelnie oddzielając ich od katolickich sąsiadów Polaków”.

Zdaniem Friedmana Ukraina znajduje się obecnie na krawędzi, ale unikalnej w skali historii tego państwa. Po 18 latach niepodległości przyszedł moment by wybrać kurs na Unię Europejską lub Rosję. Problemem jest podział społeczeństwa – część mieszkająca na zachodzie kraju ciąży ku UE, część wschodnia ku państwu Władimira Putina. W opinii eksperta, pod uwagę trzeba wziąć specjalny status Ukrainy, która jest polem niezwykle istotnym z perspektywy rosyjskiej polityki bezpieczeństwa. Te dwa żywioły stanowią rdzeń życia Ukraińców. „W fundamentalnym sensie, geografia nałożyła ograniczenia na ukraińską suwerenność narodową, a zatem na życie Ukraińców”.

Dalej Friedman pisze o asymetrii, wynikającej z charakteru polityki Unii Europejskiej i Rosji. Dla Zachodu Ukraina jest istotna tylko w momencie, gdy rozważano by realną interwencję militarną. Dla Rosji zaś państwo rządzone przez Wiktora Janukowycza stanowi „podbrzusze” – pole nieustannej troski. Ekspert zwraca uwagę ponadto na kilka dodatkowych aspektów: Ukraina kontroluje dostęp do Morza Czarnego , a co za tym idzie do Morza Śródziemnego. Porty w Odessie i Sewastopolu zapewniają dostęp zarówno militarny i handlowy dla eksportu, szczególnie z południowej Rosji. Jest to również krytyczna trasa rurociągu do przesyłania energii do Europy – podstawowy instrument w polityce zagranicznej Władimira Putina. Z tego wynika jasno, zdaniem Friedmana, dlaczego Pomarańczowa Rewolucja w 2004 roku została bardzo mocno potępiona przez rosyjskie władze. Sam Władimir Putin poświęcił 6 lat pracy – korzystając z formalnych i nieformalnych narzędzi – by odwrócić jej wynik na swoją korzyść.

Obecny kryzys polityczno-społeczny na Ukrainie ma swoje źródło w nałożeniu się dwóch istotnych wydarzeń: protestów przeciw planowanym zmianom w polityce podatkowej, firmowanym przez Wiktora Janukowycza oraz jego wizyty w Brukseli. Oba fakty należy, zdaniem Friedmana, traktować komplementarnie. Zostały wykorzystane przez frakcję pro-zachodnią na Ukrainie do ożywienia atmosfery z Pomarańczowej Rewolucji, wywołania przeświadczenia, że wejście do Unii Europejskiej będzie ziszczeniem niesionych przez nią postulatów. Friedman traktował początkowy etap demonstracji w Kijowie jak burzę w szklance wody. Skorygował jednak swoją ocenę po komunikacie prezydenta Janukowycza, który stwierdzał, że nowa ustawa podatkowa może nie wejść w życie. Niezależnie od tego, czy demonstranci dopną swego, sprawili, że prezydent czuł się zobowiązany do odpowiedzi na ich postulaty.

Na te demonstracje nałożyła się wizyta Janukowycza w Brukseli. Friedman przytacza rozmowę z ukraińskim urzędnikiem z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z której wynikało, że albo prezydent nie „oczyścił” swoich ludzi z ideologii, albo chce trzymać jedną nogę w obozie proeuropejskim. Będąc w Stambule obserwował europejskich liderów finansowych, którzy rozmawiali o kryzysie euro i możliwych pesymistycznych scenariuszach. Zdziwiła go niezłomna postawa urzędnika ukraińskiego, który nie dostrzegał obecnej kondycji Irlandii oraz brak relacji pomiędzy tym faktem, a możliwymi konsekwencjami włączenia Ukrainy do wspólnoty państw UE.

W wielu krajach, które odwiedził Friedman, dostrzegał klasową różnicę odniesienia do członkostwa w Unii Europejskiej. Polityczne i ekonomiczne elity są nastawione entuzjastycznie, niższe klasy zachowują powściągliwość. W przypadku Ukrainy możemy zaobserwować geograficzny podział na część zachodnią – proeuropejską, wschodnią – prorosyjską, oraz środkową, ciążącą raczej ku zachodowi, ale bardzo podzieloną. Podział ten odzwierciedlił się w ostatnich wyborach prezydenckich – ma swoje znaczenie także dla kształtu polityki zagranicznej. Zdaniem Friedmana Janukowycz dalej będzie starał się balansować – to jedyny, jego zdaniem, sposób na zniesienie wyżej nakreślonej perspektywy patrzenia na jego prezydenturę. Ekspert rozmawiał także z ukraińskimi handlowcami i analitykami – sugerowali podzielenie państwa na część zachodnią i wschodnią. Taki podział jest ze względu na brak wyraźnej granicy między tymi częściami niemożliwy.

Zaskakująca była dla Friedmana fiksacja tych ludzi na punkcie Warszawy. Znali bardzo dobrze rynek polski i wszystko wskazuje na to, że planują tu pracować i zarabiać, nie zaś w innych państwach UE. Wielu z tych ludzi marzy o opuszczeniu Ukrainy, tak jak studenci, których spotykał Friedman. W tych spotkaniach znaczący był dla niego brak związku pomiędzy nadziejami osobistego sukcesu i nadziejami narodowymi. Ta linia podziału jest, jego zdaniem, bardzo bolesna i trudna do przełamania. Na wschodzie żyją jednak ludzie, którzy myślą inaczej. Pracują w fabrykach i nie mają zamiaru opuszczać Ukrainy. Rozumieją, że ich przemysł nie jest stanie konkurować z europejskim. Zakładają, że swoje produkty będą mogli dalej sprzedawać na rynku rosyjskim, izolując się od rywalizacji z zachodnimi firmami. Zdaniem Friedmana, trzeba także pamiętać o oligarchach ukraińskich, którzy mają swoje żywotne interesy z Rosją, i którzy bezpośrednio odwołują się do idei partnerstwa obu państw. Dla tych ludzi Unia Europejska z zasadą transparentności prowadzenia działalności gospodarczej jest bezpośrednim wyzwaniem, a ich stosunek do Rosji częścią ich codziennej pracy.

Ekspert stawia tezę, że Rosjanie nie dążą do odtworzenia imperium. Starają się raczej stworzyć strefę wpływów – a to istotna różnica. Nie biorą tym samym odpowiedzialności za Ukrainę i inne państwa. Widzą, że odpowiedzialność za nie wyssała już raz z Rosji wszystkie siły. Wystarczy, że nie dopuszczają do wzmocnienia więzi pomiędzy Ukrainą a państwami zachodu, w tym instytucjonalne – w formie członkostwa w Unii Europejskiej oraz NATO. Rosjanie są zadowoleni z jej wewnętrznej suwerenności dopóki ich rurociągi pozostają pod ich wpływem.

Zdaniem Friedmana, Ukraina jest niezależna i taką pozostanie. Najgłębszym problemem jest, co zrobić z ową niezależnością: strategia jej realizacji może zostać sformułowana jedynie w kategoriach podmiotu zewnętrznego, w tym przypadku Europy i Rosji. Wielka walka wewnętrzna na Ukrainie nie dotyczy tego, w jaki sposób Ukraina będzie zarządzać własnymi sprawami, ale czy to będzie zgodne z interesami Europy i Rosji.

 

Ekspert kończy swój artykuł tezą, że Ukraina marzy o rzeczywistej suwerenności, jednak bez konieczności mocnej konfrontacji. Nie jest, jego zdaniem, obecnie jasne, kto chciałby wziąć na siebie odpowiedzialność za kraj. Sami Ukraińcy zdają się nie rozumieć warunków bycia podmiotem suwerennym. „Dla wielu, Moskwa i Warszawa są bardziej realne niż Kijów” – kończy Friedman.

Źródło: http://www.stratfor.com/weekly/20101129_geopolitical_journey_part_6_ukraine?utm_source=twitter&utm_medium=official&utm_campaign=link