Robert W. Merry: o pożytkach z nacjonalizmu i interwencji w Syrii

Email Drukuj PDF

Na łamach wrześniowo-październikowego numeru „The National Interest”, Robert W. Merry krytykuje decyzję prezydenta Obamy dotyczącą wysłania broni i amunicji do Syrii.

W pierwszej części swojego artykułu Merry podkreśla, że nie istnieją żadne racjonalne powody, dla których Stany Zjednoczone powinny zaangażować się w konflikt domowy w Syrii. Przede wszystkim wskazuje on, że byłoby „obraźliwym sugerować”, że prezydent jest tak naiwny, aby wierzyć, że wysłanie tam lekkiej broni i amunicji faktycznie w znaczący sposób wpłynie na krajobraz wojny domowej. Równie wątpliwym argumentem jest dla Merry’ego sugestia, że decyzja Obamy ma na celu pomoc w dojściu do władzy świeckich powstańców, domagających się otwartego i pluralistycznego narodu. Jego zdaniem pozycja radykalnych bojówek, w tym Frontu Al Nusra, powiązanego z Al-Kaidą, jest w dalszym ciągu zbyt silna. Po trzecie wreszcie, zdecydowana większość Amerykanów stanowczo opowiada się przeciwko jakiejkolwiek interwencji zbrojnej wojsk USA w  Syrii.  Jak wynika z przywoływanych przez Merry’ego sondaży aż 54 proc. społeczeństwa (sonda Instytutu Gallupa - 70 proc. w sondzie Pew Research Center) nie popiera zbrojnej inicjatywy Bracaka Obamy.

Wszystkie przywoływane przez Merry’ego argumenty prowadzą do konkluzji, że decyzji Obamy nie można wytłumaczyć, czy to poprzez chęć przypodobania się krajowej opinii publicznej, czy też poprzez realizację strategicznych celów USA w regionie. Co więcej, działanie Obamy pociąga za sobą dwa fundamentalne dla amerykańskiej polityki zagranicznej pytania: po pierwsze, dlaczego czuje on potrzebę pozornego wpływania na wydarzenia tam, gdzie w rzeczywistości jego działania odniosą niewielki skutek? Po drugie, dlaczego obecny dyskurs pozbawiony jest jakiejkolwiek intelektualnej przeciwwagi dla idei interwencji humanitarnej?

Zdaniem Merry’ego częściowa odpowiedź na powyższe pytania leży w zaniku pierwiastka nacjonalizmu w szeregach Partii Demokratycznej – nacjonalizmu, rozumianego jako dbałość o własne interesy, troska o dobro swoich obywateli i unikanie zagranicznych interwencji, jeśli takowe w jakikolwiek sposób mogą naruszyć finanse publiczne lub zagrozić bezpieczeństwu narodowemu. Dla Merry’ego polityka oparta na zaniku tego pierwiastka jest równoznaczna z powrotem do idei wilsonizmu, charakteryzującego amerykańską politykę zagraniczną w trakcie I wojny światowej, a współcześnie reprezentowanego m.in. przez Davida Rothkopfa – obecnego CEO magazynu Foreign Policy. Co równie istotne, idea interwencjonizmu, mimo że wynika z zupełnie innych przesłanek, zdominowała także myślenie Partii Republikańskiej.

Rozwiązaniem problemu byłoby zdaniem autora pojawienie się na amerykańskiej scenie politycznej współczesnego odpowiednika Henry’ego Cabota Lodge’a. Przywoływany przez Merry’ego Lodge był zagorzałym krytykiem polityki zagranicznej Wilsona – sprzeciwiał się m.in. podpisaniu traktatu wersalskiego w 1919 r. i powołaniu Ligi Narodów, wyznając zasadę, że służy tylko jednej fladze – amerykańskiej.

Podsumowując, Merry stwierdza, że błędem jest minimalizowanie roli nacjonalizmu, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i zagranicą. Dlatego też wydaje mu się prawdopodobnym, że ponowne pojawienie się pierwiastka nacjonalizmu w amerykańskiej polityce zagranicznej – jako przeciwwagi dla idei humanitarnego interwencjonizmu, która zdominował sposób myślenia Partii Demokratycznej i zmonopolizował dyskurs polityczny w USA – jest nieuniknione. Otwartym pozostaje tylko pytanie, kiedy, oraz jakiego rodzaju kryzys go wywoła.

 

Źródło: http://nationalinterest.org/article/americas-default-foreign-policy-8952