Timothy Garton Ash: Nowe wyzwanie dla Niemiec

Email Drukuj PDF

Na łamach The New York Review of Books Timothy Garton Ash stawia pytanie, czy współczesne Niemcy, jako najsilniejsze państwo Europy, mogą przewodzić budowie zarówno zrównoważonej i konkurencyjnej dla świata strefy euro, jak i wiarygodniej Unii Europejskiej?

Swój artykuł Garton Ash rozpoczyna od ukazania współczesnych Niemiec, 23 lata po zjednoczeniu. Mimo licznych problemów, do których zalicza on demografię (w 2050 r. przewidywany spadek populacji z 80 do 60 mln.), wysokie koszty wytwarzania energii, wynikające z rezygnacji z programu elektrowni atomowych (dla porównania 40% wyższe niż we Francji), brak ośrodków innowacyjności (mimo dobrych uniwersytetów nie ma instytucji na miarę np. Uniwersytetu Oxfordzkiego, brak odpowiednika Doliny Krzemowej), Niemcy są „solidną demokracją liberalną”, w pełni „cywilizowaną, wolną, dostatnią, praworządną, umiarkowaną i ostrożną”. Pod względem ekonomicznym, od 2003 roku „wykonano imponujące gospodarcze reformy, w drodze konsensusu obniżono koszty pracy, przywracając jej globalną konkurencyjność”. Równocześnie Garton Ash podkreśla, że nie sprawdziły się obawy tych, którzy obawiali się, że zjednoczone Niemcy zdominują Mitteleuropa. Wręcz przeciwnie, relacje niemiecko-polskie nigdy nie były tak dobre (cytowana wypowiedź Radosława Sikorskiego z 2011 r.), współpraca handlowa z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej również układa się wzorcowo.

Aby zrozumieć zatem, dlaczego Niemcy nie chcą wziąć na siebie ciężaru przewodzenia Europie Garton Ash odwołuje się do źródeł powołania do życia wspólnej waluty, która utworzona została ze względów politycznych. Nie był to bowiem „niemiecki projekt dla zdominowania Europy, ale europejski projekt ograniczenia Niemiec”. Kohl przystał na to, ponieważ nowo zjednoczone Niemcy potrzebowały partnerów w Europie, niemniej mimo widocznych z dzisiejszej perspektywy korzyści płynących ze wspólnej waluty, wówczas obywatele Niemiec zostali postawieni przed faktem dokonanym, czego wyrazem był brak referendum w sprawie przyjęcia euro. Dla Asha obecne problemy strefy euro są w rezultacie naturalną konsekwencją politycznych decyzji, które zapadały przy tworzeniu wspólnej waluty. Jak pisze, „wszystkie wady tej nieprzemyślanej unii walutowej zostały [teraz] brutalnie ujawnione”. Ponieważ zaś jest to kryzys głównie ekonomiczny, wszystkie oczy zwrócone są w kierunku największej i najsilniejszej europejskiej gospodarki – Niemiec.

W opinii Asha Niemcy po zjednoczeniu nigdy nie chciały być liderem Europy, tymczasem paradoksalnie dzięki unii walutowej, która w swych założeniach miała umocnić wiodącą rolę Francji, to Niemcy stały się chcąc nie chcąc „kierowcą Europy”, mówiąc innym jak mają postępować i płacąc za nie swoje długi. W zamian, wedle przywoływanych przez autora badań europejskiej opinii publicznej, aż 88 proc. respondentów w Hiszpanii, 82 proc. we Włoszech i 56 proc. we Francji uważa, że niemieckie wpływy w UE są za duże. W rezultacie, czegokolwiek nie uczyniłby rząd w Berlinie, będzie narażony na ogień krytyki (Ash przypomina słowa kanclerz A. Merkel, która kiedyś wyraziła się, że „jesteśmy przeklęci jeśli przewodzimy i zarazem przeklęci jeśli pozostajemy bierni”).

Punktem zwrotnym w postrzeganiu Niemiec w Europie, ale także sprawdzianem dla konkurencyjności całej UE na świecie i jej wiarygodności dla swoich własnych obywateli będzie okres pomiędzy wrześniowymi wyborami parlamentarnymi w Niemczech i wyborami do Parlamentu Europejskiego w maju 2014 r. Będzie to również „druga szansa” dla Niemiec (pierwsza została zmarnowana w wyniku I i II wojny światowej) na przewodzenie Europie. Garton Ash unika jednak używania określenia „hegemonia”, wskazując, iż w przeciwieństwie do Francji doby napoleońskiej, czy dominacji USA w czasie trwania zimnej wojny, obecnie Niemcy stanowią zaledwie 16 proc. unijnej populacji i 20 proc. PKB, będąc, by użyć słów Kissingera, „zbyt duże dla Europy, zbyt małe dla świata”. Co więcej, Niemcy trudno posądzać o hegemonię pod względem militarnym, jak też pod względem „soft-power”. Ash zaznacza przy tym, że owszem, Niemcy są dla wielu atrakcyjnym krajem, niemniej nie mogą rywalizować na tym polu z ojczyzną rodziny królewskiej, Jasia Fasoli, Harry’ego Pottera, Davida Beckhama, BBC, czy nawet Royal Shakespeare Company, o randze i oddziaływaniu brytyjskich uniwersytetów nie wspominając. Tym, co pozostaje, to rola lidera pod względem ekonomicznym – przykładowo Ash podaje, że podczas gdy Wielka Brytania jest unijnym liderem w sektorze usług, Niemcy przodują pod względem wskaźników produkcji, zaś głównym kierunkiem ich eksportu są Chiny (46 proc. eksportu EU do Chin pochodzi z Niemiec).

W czasach kryzysu silna gospodarka jest nierozerwalnie związana z siłą polityczną. Cele, jakie stoją przed niemieckimi politykami, dotyczą jednak nie tylko rozwiązywania europejskich problemów, ale także krajowych. Ash wskazuje na przynajmniej dwie obawy, które w sposób znaczący wpływają na poglądy Niemców: pierwszym jest oczywiście niechęć do ponoszenia cudzych kosztów. W tym sensie przywołuje on opinie swoich niemieckich znajomych, którzy ilekroć są pytani o niemieckie przywództwo, odpowiadają, że chodzi tylko o ich pieniądze. Druga obawa, uwarunkowana zdaniem autora historycznie, dotyczy inflacji. Pamięć, w jaki sposób Hitler doszedł do władzy powoduje, że dwie najważniejsze niemieckie instytucje to Trybunał Konstytucyjny i Bundesbank. Równocześnie, naturalną konsekwencją systemu checks and balances jest to, iż Niemcy mają skłonności do przenoszenia własnych systemowych rozwiązań na grunt europejski. Pod tym względem dążą oni do wprowadzania w UE systemu opartego na niemieckich federalizmie, który zakładałby duży stopień niezależności dla poszczególnych podmiotów, w tym wypadku krajów członkowskich i ich narodowych parlamentów. W rezultacie do wyboru są trzy możliwe warianty dla przyszłości UE: ponadnarodowy, z dominującą rolą Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego; międzyrządowy na czele z Radą Europejską, łączący reprezentantów demokratycznie wybranych rządów; i trzeci, narodowy, działający w oparciu o parlamenty narodowe. Zdaniem Asha, którykolwiek z wariantów zostanie, wybrany nie będzie on następstwem szybkich negocjacji, nie będzie też wynikiem tylko niemieckiego wyboru.

Podsumowując, Garton Ash podkreśla, że z dniem 23 września, tj. dzień po wyborach parlamentarnych, Niemcy muszą podjąć energiczniejsze działania. Nie będą one przy tym, ani obiektywnie, ani subiektywnie, wystarczające silne, aby uczynić to samemu. Co najwyżej mogą cieszyć się pozycją primus inter pares. To, co jednak będzie liczyć się najbardziej, to wyzwanie, jakie stać będzie przed nowym niemieckim rządem: znalezienie rozwiązania, w którym wszyscy członkowie strefy euro będą zadowoleni. Aby temu podołać, ich przewodnictwo musi być „ współpracujące i budujące w oparciu o starannie podtrzymywane stosunki z dużymi, jak i z małymi państwami”. Niemcy potrzebują bowiem pomocy swych europejskich partnerów, gdyż tylko działając razem mogą dać odpowiedź na pytanie o przyszły kształt Europy.

Źródło: http://www.nybooks.com/articles/archives/2013/aug/15/new-german-question/?page=1