George Friedman: USA i Azerbejdżan

Email Drukuj PDF

George Friedman w artykule publikowanym na stronie internetowej agencji Stratfor, koncentruje się na roli współczesnego Azerbejdżanu i stosunków na linii Baku-Waszyngton.

Położenie geograficzne Azerbejdżanu, który „graniczy” z trzema wielkimi mocarstwami regionalnymi (Rosją, Turcją i Iranem), w połączeniu z jego zasobami ropy naftowej i gazu ziemnego, sprawiają, że stanowi on punkt przecięcia się interesów globalnych i regionalnych mocarstw. Mimo iż podobnie bywało już w przeszłości, współcześnie Azerbejdżan jest niepodległym państwem, świadomym swojej pozycji. Mimo to zdaniem Friedmana zainteresowanie USA Azerbejdżanem w dalszym ciągu pozostaje niewielkie, nawet jeśli jest ono zdecydowanie większe niż w poprzednich latach. W jego odczuciu jest to tym bardziej niezrozumiałe, o ile weźmie się pod uwagę, że Azerbejdżan powinien być traktowany jako „wzorowy” kandydat na bliskiego sojusznika USA.

Przede wszystkim Azerbejdżan jest strategicznie usytuowany pomiędzy dwoma krajami o antagonistycznym stosunku  do Stanów Zjednoczonych, tj. Rosją i Iranem. Co więcej, jego relacje z nimi są również napięte – w przypadku Rosji m.in. ze względu na pomoc dla Armenii w kwestii konfliktu o Nagórny Karabach, w przypadku Iranu ze względu na mniejszość azerską w Iranie. Po drugie, to w amerykańskim interesie leży, aby ograniczyć rosnące wpływy i imperialne zapędy Rosji, w czasie gdy Europa jest słaba i zdezorganizowana. W interesie USA jest także ograniczenie wzrostu irańskiej siły oraz możliwość pozyskania narzędzia do wpływania na azerską populację na terenie Iranu.

Równie ważnym czynnikiem jest niemożność dążenia przez USA do otwartego konfliktu z Iranem, czy Rosją, jak też udzielania gwarancji bezpieczeństwa niezdolnym do samodzielnej obrony krajom. To z kolei nie stoi w sprzeczności z polityką wspierania tych państw, które są w stanie same wziąć odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Takim krajem w opinii Friedmana jest właśnie Azerbejdżan, który wielokrotnie wyrażał chęć zakupu amerykańskiej broni, by ostatecznie kupować ją od Izraela.

Osobnym determinantem są oczywiście azerskie złoża ropy i gazu.

Przyczyny braku amerykańskiego zainteresowania Azerbejdżanem są zdaniem Friedmana dwojakie. Po pierwsze, w grę wchodzi bardzo wpływowe w Waszyngtonie lobby armeńsko-amerykańskie, które, ze względu na konflikt w Nagórnym Karabachu, sprzeciwia się sprzedaży broni do Baku i zacieśnianiu bilateralnej współpracy. Pod tym względem lobby azerskie jest jeszcze zbyt słabe i za mało wpływowe.

Po drugie, istotne znaczenie ma sprzeciw zwolenników praw człowieka, którzy oskarżają władze w Baku o korupcję i represywność. W tym miejscu Friedman zwraca jednak uwagę, że w nieco ponad 20 lat nie jest łatwo przekształcić się z republiki postradzieckiej w kraj o gospodarce pozbawionej korupcji oraz pełnoprawną demokrację liberalną. Równie trudno jest wyobrazić sobie, że alternatywa dla obecnych władz byłaby bardziej liberalna.

Podsumowując, Friedman stwierdza, że Azerbejdżan liczy się dla Stanów Zjednoczonych nie ze względu na swój moralnych charakter, ale dlatego, że stanowi istotny „klin” między Rosją a Iranem. Dodatkowo „utrata” azerskich złóż naturalnych wzmocniłaby Moskwę w jej obecnych staraniach. W rezultacie, zamiast nagłej, militarnej odpowiedzi na pojawiające się kryzysy, Stany Zjednoczone powinny przyjąć strategię wczesnego wsparcia dla strategicznych partnerów. Tym bardziej, że „Azerbejdżan płaci gotówką za broń, która [w razie potrzeby] będzie używana przez azerskich, a nie amerykańskich żołnierzy”.

 

Źródło: http://www.stratfor.com/weekly/geopolitical-journey-azerbaijan-and-america?utm_source=twitter&utm_medium=official&utm_campaign=link