George Friedman: Nostalgia za NATO

Email Drukuj PDF

George Friedman, założyciel i prezes agencji Stratfor, w cotygodniowym artykule opisuje dlaczego tęskni za NATO. Pomijając występujący w tekście wątek osobisty, Friedman analizuje kilka czynników, które przed upadkiem Związku Radzieckiego decydowały o sensowności istnienia Paktu Północnoatlantyckiego, a które obecnie straciły na znaczeniu.

Friedman zaczyna od stwierdzenia, że idea sojuszu zakorzeniona była w doświadczeniu II wojny światowej. O ile jednak dla Amerykanów istotna leżała w pamięci o Pearl Harbor jako ataku znikąd, o tyle Europejczycy nie bali się niespodziewanego ataku, ale raczej niewystarczającego przygotowania i zabezpieczenia przed spodziewanym atakiem – np. ze strony Związku Radzieckiego. Mówiąc inaczej, „Amerykanie i Europejczycy byli zjednoczeni w paranoi, ale ich paranoje się różniły”. Te dwie odmienne perspektywy prowadziły jednak do wspólnego celu jakim było powstanie NATO.

Zdaniem Friedmana, podczas gdy Amerykanie pragnęli sojuszy, tak jakby udział w nich rozwiązywał wszystkie problemy, uważając przy tym, że przyczyną wojny było bycie poza sojuszem i brak wystarczająco szybkiego działania, Rosjanie działali jakby zawieranie sojuszy oznaczało dla nich niebezpieczeństwo. Jako przykład Friedman przywołuje moment w którym zawiodła dyplomacja a Związek Radziecki został zdradzony i zaatakowany przez hitlerowskie Niemcy. Od tego momentu jego zdaniem radzieccy decydenci zdecydowali się nigdy więcej nie polegać na innych. Co prawda Związek Radziecki wchodził w skład Układu Warszawskiego, niemniej wynikało to z faktu, iż Zachód miał NATO, a nie z potrzeby pomocy ze strony pozostałych członków.

Friedman uważa ponadto, że obie strony były gotowe na wojnę i oczekiwały działań, których druga strona nie miała zamiaru podejmować. Wielkość ówczesnych decydentów – Eisenhowera i Chruszczowa, Nixona i Breżniewa, Reagana i Gorbaczowa – polegała jednak na tym, że jak twierdzi wszystkie plany wojskowe, które wtedy tworzono, były bez znaczenia, ponieważ politycy nie mieli zamiaru ich realizować. Gdyby w posiadaniu broni atomowej wyobrazić sobie europejskich dyplomatów z 1914 r. i 1938 r., to zdaniem Friedmana, można zakładać, że nie byliby oni tak ostrożni.

Powstanie NATO miało w oczach Friedmana również dodatkowy wymiar, którym było „braterstwo i jedność celu po obu stronach Północnego Atlantyku”. Jak twierdzi, NATO znacznie bardziej niż ONZ lub Fulbright pozwalało bowiem zwykłym Amerykanom i Europejczykom na wzajemne poznanie się i zrozumienie. Zwłaszcza po doświadczeniach II wojny światowej miało to jego zdaniem ogromne znacznie. Wraz z końcem zimnej wojny utracona została jednak dotychczasowa jedność celu. Mimo iż po 1991 r. jeszcze przez jakiś czas obie strony funkcjonowały tak, jakby NATO mogło istnieć bez wspólnego wroga, następował stopniowy proces fragmentaryzacji sojuszu.

Punktem zwrotnym tego procesu było zdaniem Friedmana podjęcie przez Stany Zjednoczone decyzji o inwazji na Irak w 2003 r. Właśnie wtedy Francja i Niemcy sprzeciwiły się interwencji, czego konsekwencją było pogorszenie się stosunków amerykańsko-europejskich. Dla Friedmana istotniejszy jest jednak podział Europy na tych, którzy „chcieli utrzymać bliskie stosunki z USA, nawet jeśli myśleli, że wojna w Iraku była złym pomysłem, i tych, którzy chcieli aby Europa miała własny głos”.

Kolejny podział, tym razem już w samej Europie, miał miejsce w 2008 r. wraz z nastaniem kryzysu finansowego. Podczas gdy kontynent pogrążał się w kryzysie poszczególne państwa przerzucały się odpowiedzialnością, zaś wzajemne relacje stały się „trujące”.  Z punktu widzenia NATO oznaczało to, iż traciło ono podstawę swojej egzystencji. Jak podkreśla Friedman „sojusz transatlantycki nie może istnieć, gdy jedna strona jest w głębokiej niezgodzie z sobą w wiele rzeczach, a druga nie ma zamiaru być wciągniętą w spór. Nie może też być sojuszu wojskowego tam, gdzie nie ma zrozumienia misji, wroga lub obowiązków”.

Analiza Friedmana prowadzi do konkluzji, że tam gdzie nie ma misji i sensownych planów rozwiazywania problemów, tam nie może być mowy o sojuszu.  Co więcej, nie może być też mowy o związku Ameryki z Europą. Ponieważ Europa jest wewnętrznie podzielona, nie jest już wspólną idea, ale kontynentem złożonym z państw, kierowanych różnymi interesami. Tym samym, istnieć mogą tylko bilateralne stosunki amerykańsko-francuskie, czy amerykańsko-rosyjskie, ale nie stosunki amerykańsko-europejskie. W rezultacie bez solidarności NATO, bez wspólnej polityki zagranicznej i obronnej nie będzie samej unii, co w końcowym rozrachunku oznacz, że to Europa straci więcej na rozpadzie sojuszu.

Podsumowując, Friedman stwierdza, że prawdopodobnie NATO nie może istnieć bez zimnej wojny. Jego nostalgia nie dotyczy jednak samej instytucji, co czasów gdy „cywilizacja zachodnia była zjednoczona”.

Źródło:

http://www.stratfor.com/weekly/geopolitical-journey-nostalgia-nato