Foreign Policy: Nadciąga cybernetyczne Pearl Harbor?

Email Drukuj PDF

Amerykańscy analitycy prezentują ciekawą tabelę na łamach "Foreign Policy". Obrazuje ona „mapę wojny w cyberprzestrzeni”. Biorąc pod uwagę znane ataki ruch na tym froncie nie jest wzmożony, ale będzie się wzmagał. Cytując Sekretarza Obrony Leona Panettę: w nieodległej przyszłości „USA może spotkać cybernetyczne Pearl Harbor.”

Brandon Valeriano i Ryan Maness odpowiedzialni za stworzenie tabeli przyznają, że póki co zagrożenie nie jest większe, niż to, jakie stwarza konwencjonalny terroryzm. Do zarażenia cudzego systemu nadal potrzeba ingerencji w świecie realnym (np. Stuxnet musiał być ręcznie zaimportowany do systemu wirówek atomowych, by zacząć zakłócać ich funkcjonowanie). Poza tym obecnie większość operacji w cyberprzestrzeni służy kradzieży danych, a nie zadawaniu szkód. Przeważają ataki utrudniające obsługę stron internetowych.

Badacze wskazują jednak, że większość ruchu na tym froncie ma miejsce w gronie 20 państw wspomnianych w tabeli. Wśród nich największą wymianę cybernetycznego ognia prowadzą Chiny i Stany Zjednoczone, ze znaczną przewagą działań tego pierwszego państwa. USA są także obiektem ataków Rosji, Iranu i Syrii – choć na dużo mniejszą skalę. Amerykanie wraz z Izraelczykami obrali sobie za główny cel Iran (Stuxnet, Flame).

Eskalacja jest jednak nieunikniona, szczególnie ze względu na fakt, że większość krajów jest nieprzygotowana do odparcia ataku cybernetycznego. Stany Zjednoczone traktują poważnie ryzyko powtórzenia się Pearl Harbor w tej dziedzinie i zwiększają wydatki na obronę przestrzeni wirtualnej – w 2012 roku na ten cel przekażą około 3,2 miliarda dolarów. W zeszłym roku było to 2,6 miliarda dolarów. Sama U.S. Air Force wyda 4,6 miliarda dolarów na bezpieczeństwo cybernetyczne.

To, że do tej pory nie było ataku cybernetycznego uderzającego w fundamenty bezpieczeństwa określonego kraju, nie znaczy, że on się nie pojawi. Cyberterroryzm nie działa tak na wyobraźnie jak broń typu ABC, której kraje świata nie używają po prostu z racjonalnych pobudek. Skalę oddziaływania ataków w sieci można swobodnie regulować. Mapka autorstwa amerykańskich naukowców uwzględnia okres 2001-11. Warto jej się przyjrzeć, ponieważ jej kolejna wersja, która powstanie po zakończeniu kolejnej dekady będzie prawdopodobnie dużo gęściej zakolorowana. Amerykanie zrobią wszystko, by badacze nie musieli oznaczyć na niej nowego, cybernetycznego Pearl Harbor.

Opracował Wojciech Jakóbik