Jutta Limbach: Nie ma europejskiej tożsamości

Email Drukuj PDF

Na łamach niemieckiego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung“ Jutta Limbach dokonała analizy obecnego kryzysu Unii Europejskiej i wyraziła swój pogląd na temat jej przyszłego kształtu. Limbach to polityk SPD, w latach 1994-2002 przewodnicząca Trybunału Konstytucyjnego, a w latach 2002-2008 dyrektor Instytutu Goethego. Autorka skupia się w swoim tekście na stosunku obywateli i polityków do projektu europejskiej integracji, perspektywie utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, kwestii europejskiej tożsamości oraz na możliwościach wyjścia z obecnego kryzysu politycznego.

Zdaniem Limbach projektowi europejskiemu zostały podcięte skrzydła. Atmosfera jeszcze nigdy nie była tak depresyjna. Euro może ponieść klęskę, a polityka wydaje się bezsilna. Nikogo nie przekonuje już powojenna tęsknota za pokojem narodów europejskich, która przyczyniła się do zbudowania Wspólnoty Europejskiej. W obliczu obecnego kryzysu gospodarczego nie ma też znaczenia pogląd, że Wspólnota Europejska okazała się być przez pół wieku gwarantem stabilności.

Autorka zwraca uwagę, że narodowe wojenne spory odeszły w niepamięć dzięki powiązanym ze sobą gospodarkom. Z drugiej jednak strony potwierdziło się doświadczenie, że niepewny jest los waluty, nieopartej na trwałym organizmie państwowym. Na tle tych wniosków Jürgen Habermas zajął się szukaniem w swoim eseju „O konstytucji Europy” nowej przekonywującej narracji. Mówi o tym, że Unia Europejska została stworzona przez „dwa równoprawne konstytuujące podmioty, mianowicie równo pierwotnie przez obywateli (!) i narody polityczne (!) Europy”. Po tym rozpoznaje się „architektonikę ponadpaństwowej i wszelako demokratycznej wspólnoty”. Limbach nie jest jednak przekonana, że na tej podstawie mogłaby w Europie rozwinąć się jakaś forma obywatelskiej solidarności, czyli więzi społecznej. Obywatele z trudem postrzegają siebie jako podmiot konstytuujący, zwłaszcza że demokratyczne uczestnictwo nie było prawdziwą częścią składową systemu europejskiej integracji i pozostało raczej marginalne.

Unia Europejska jest wciąż projektem elit. Wprawdzie już od początku procesu europejskiej integracji była ciągle mowa o obywatelach i europejskiej opinii publicznej, jednak na próżno szuka się jak dotąd czegoś w rodzaju europejskiego obywatelstwa. Widać to aż nadto wyraźnie w czasach kryzysu, który wymaga solidarności sięgającej ponad narodowymi granicami. Strach przed polskim hydraulikiem jak również obecnie negatywne opinie o rzekomym dolce far niente w krajach śródziemnomorskich są tego przykładami.

Kto chce zjednać sobie narody dla europejskiego projektu, musi najpierw w otwartej rozmowie z wyborcami zanalizować i zinterpretować wady oraz zalety europejskiej integracji. Jedną ze słabości jest bowiem brak rozmowy politycznych elit w sprawie Europy, ich dotychczasowy brak elokwencji w stosunku do obywateli. Według Limbach rację ma Habermas, mówiąc, że „politycy muszą ciągle, bez żadnego ale, informować ludzi o stosunku krótkoterminowych kosztów do prawdziwych wyników”.

Odpowiednią drogą, aby uczynić z obywateli państw członkowskich obywateli Unii Europejskiej, byłoby stworzenie Stanów Zjednoczonych Europy. Ta droga miałaby nie tylko tę zaletę, że ustanowiłaby euro w jednym organizmie państwowym. W ten sposób można by również zapewnić obywatelom Unii większą demokratyczną partycypację. Autorka tekstu jest zdania, że politycznie nie ma na to jednak obecnie żadnych szans. Ani Francja ani Wielka Brytania jak również wschodnioeuropejskie państwa, które przed dwoma dziesięcioleciami odzyskały ponownie polityczną samodzielność, nie są gotowe zrezygnować ze swojej suwerenności na rzecz Stanów Zjednoczonych Europy.

Europejska świadomość społeczna nie pojawi się automatycznie, gdy proces integracji z dnia na dzień zostanie skierowany w stronę państwa federacyjnego. Trzeba najpierw zająć się dyskomfortem obywateli i ich brakiem zrozumienia dla mechanizmów funkcjonowania Unii Europejskiej. Najważniejsza przy tym jest wiarygodność prawa. Nie można oczekiwać od obywateli, że włączą się w projekt europejski, jeżeli nie będą mogli ufać, iż politycy trzymają się wynegocjowanych umów i ich norm.

Limbach przestrzega też przed lekkomyślnymi analogiami ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Zwraca na to uwagę Jürgen Kocka, który uważa, że Europa na drodze do jedności musi poradzić sobie ze znacząco bardziej zinstytucjonalizowaną różnorodnością narodów i tradycji. Dlatego iluzją jest wierzyć, że tożsamość narodowa może zostać zastąpiona przez tożsamość europejską. Współistnienie wielu tożsamości kształtuje państwa zachodnie. Wątpliwe jest dlatego używanie pojęć „tożsamość” i „kultura”, ponieważ sprawiają one wrażenie istnienia jednolitej kultury narodowej, na co trafnie wskazuje Peter Burke.

Współczesny człowiek musi postrzegać siebie zarówno jako Francuza albo Niemca, jak również jako obywatela Unii. Z pewnością cieszą obywateli otwarte granice i, jak do niedawna, wspólna waluta. Zarówno flaga europejska jak i wspólny hymn przemawiają do zmysłów. Jednak nie wzbudzają one takiego samego uczucia więzi jak we wspólnocie państwowej.

Według Limbach trzeba mocniej orientować się na cele Unii Europejskiej, które w znacznym stopniu zgadzają się z zasadami konstytucyjnymi państw członkowskich. Podstawą więzi w małym stopniu jest państwo narodowe. Źródłem legitymacji są raczej osiągnięcia współczesnego państwa konstytucyjnego. Zaktualizowanej w 1992 r. konstytucji Niemiec przyświecała idea Unii Europejskiej, podporządkowanej demokratycznym, socjalnym i respektującym normy państwa prawa zasadom.

Autorka stoi na stanowisku, że nie potrzebujemy „więcej Europy”. Nie można wmawiać obywatelom, że Stany Zjednoczone Europy byłyby środkiem, który opanowałby szybko kryzys. W dyskusji o przyszłym kształcie Unii Europejskiej ujawniło się, że polityczne myślenie jest w dalszym ciągu obciążone tradycyjnymi formami państwowości. Trzeba rozwinąć polityczną wyobraźnię i zaprojektować taką formę europejskiej wspólnoty politycznej, która nie zważa na dotychczasowy model państwowości.

Obywatele mają dość bezradnego dyskutowania polityków. Oczekują od nich zdecydowania mimo konfliktu ekonomistów dotyczącego odpowiedniej drogi wyjścia z kryzysu. Jacques Delors określił europejską integrację jako „kolektywną przygodę”. Słowo „kolektywny” odnosi się nie tylko do elit, ale też do obywateli. Pojęcie „przygoda” wskazuje z kolei na niepewność początku.

Opracował Maciej Kowalski

Źródło: http://www.faz.net/aktuell/feuilleton/debatten/europas-zukunft/jutta-limbach-ueber-europas-zukunft-es-gibt-keine-europaeische-identitaet-11868798.html