Reakcja prasy niemieckiej na ponowny wybór Obamy

Email Drukuj PDF

Stany Zjednoczone żyją wciąż środowymi wyborami prezydenckimi i zwycięstwem w nich Baracka Obamy. Wydarzenie to jest również szeroko komentowane w Europie. W niemieckiej prasie informacja o ponownej elekcji kandydata Demokratów była w środę najważniejszym doniesieniem dnia.

Konserwatywny „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przypomniał słowa Obamy wygłoszone po zwycięstwie: „Sprawiliście, że będę lepszym prezydentem”. Gazeta zwróciła uwagę, że czarnoskóry kandydat zawdzięcza ponowną elekcję przede wszystkim wykształconym kobietom, ludziom młodym i mniejszościom narodowym, którzy pozostali mu wierni mimo wielu rozczarowań. Dziennikarz gazety Klaus-Dieter Frankenberger podkreślił, że amerykańscy wyborcy nie stanęli tak jednoznacznie po stronie Baracka Obamy jak Europejczycy, którzy nie chcieli widzieć nikogo innego w Białym Domu. Ten sam autor stwierdził również, że Ameryka jest teraz jeszcze bardziej podzielona niż w momencie, gdy Obama wstępował na urząd prezydenta w 2008 r. Ten wątek można było odnaleźć również w „Der Tagesspiegel” w artykule zatytułowanym „Prezydent podzielonego narodu”. Gazeta otwarcie wyraziła zadowolenie z przegranej Mitta Romney’a, ale zwróciła jednocześnie uwagę, że dotychczasowe urzędowanie zmęczyło Obamę. Według dziennika po czterech latach prezydentury jest postrzegany już tylko jako mniejsze zło, a nie jako mesjasz, jak określano go w chwili pierwszego zwycięstwa. Z kolei liberalno-konserwatywny „Die Welt” podkreślił w artykule „Europa nie dostanie już Ameryki w prezencie”, że Obama musi teraz zadbać o amerykańskie interesy, a te nie są już w pierwszym rzędzie w Europie. Dziennik wydawany przez Axel Springer zamieścił również wywiad z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle, który wyraził zadowolenie z ponownej elekcji Baracka Obamy, podkreślając, że przez ostatnie cztery lata niemiecki MSZ miał bardzo dobre kontakty z jego administracją. Westerwelle zaznaczył jednocześnie, ze Stany Zjednoczone i Niemcy muszą jeszcze bardziej rozwinąć swoje partnerstwo transatlantyckie. W analizie przyczyn zwycięstwa Obamy w lewicowym „Die Tageszeitung” można było natomiast przeczytać, że Republikanie muszą być bardziej otwarci, jeżeli chcą by ich kandydat jeszcze kiedyś zwyciężył. Jednak zdaniem gazety na drodze ku temu stoją radykalni „zwolennicy ograniczania państwa” i „chrześcijańscy fundamentaliści”, którzy trzymają partię w rękach. Wysłannik dziennika z Moskwy Klaus-Helge Donath zwrócił z kolei uwagę, że ponowny wybór Obamy na prezydenta nie ułatwi wcale stosunków między USA a Rosją. Mimo że Kreml przyjął z radością informację o przegranej człowieka, który „uważa Rosję za wroga numer jeden”, to, zdaniem autora, nie zmienia faktu, że oba kraje mają wciąż napięte stosunki w związku z konfliktem w Syrii czy stosunkiem do Iranu lub Korei Północnej. Najpopularniejsza niemiecka bulwarówka „Bild” w swojej analizie powyborczej zauważyła natomiast, ze Obama uchodzi wśród europejskich rządzących za polityka w ogóle nie zainteresowanego tradycyjną osią Stany Zjednoczone-Europa, ponieważ wierzy, że najważniejsze ośrodki władzy to w przyszłości Chiny i Indie. „Bild” podkreślił również, że pierwsza kadencja Obamy była rozczarowująca, a kolejna nie będzie łatwa, ponieważ przed ponownie wybranym prezydentem stoi wiele nierozwiązanych problemów, jak przykładowo konflikt izraelsko-palestyński czy program atomowy Iranu. O nieudanej kadencji Obamy napisał również w swojej analizie liberalny dziennik „Süddeutsche Zeitung”. Jej autor Sebastian Gierke zaznaczył, że stary-nowy prezydent dostał drugą szansę i musi teraz zacząć stosować taktykę drobnych kroków. Dziennik opisał także stronniczość telewizji ARD podczas wieczoru wyborczego. Prezenterka stacji Sandra Maischberger około godziny 4:15 zaapelowała do widzów, aby „nie kładli się do łóżek, bo mogliby się obudzić z nieodpowiednim prezydentem”. Oczywiste było, że miała na myśli Romney’a.

Podsumowując relacje niemieckich dzienników należy zauważyć, że prasa w Niemczech z satysfakcją przyjęła ponowną elekcję Baracka Obamy na urząd prezydenta USA. Te emocje mają jednak niewiele wspólnego z euforią, która panowała po jego pierwszym zwycięstwie przed czterema laty, ponieważ tym razem niemiecka opinia publiczna widziała w nim już jedynie mniejsze zło. Niemcy, nauczeni doświadczeniem pierwszej kadencji Obamy, trzeźwo patrzą teraz na jego stosunek do Europy, zdając sobie sprawę, że przez następne cztery lata aktywność zagraniczna prezydenta Stanów Zjednoczonych będzie poza Starym Kontynentem.

Opracował: Maciej Kowalski