John Quiggin (University of Queensland): Niespójność polityki zagranicznej USA względem Bliskiego Wschodu

Email Drukuj PDF

W artykule zamieszczonym na łamach strony internetowej pisma „The National Interest” John Quiggin, profesor University of Queensland, twierdzi, iż amerykańska polityka zagraniczna względem Bliskiego Wschodu jest niespójna, co najlepiej widać podczas odbywającej się właśnie kampanii wyborczej w USA i towarzyszących jej debat pomiędzy Mittem Romney’em a Barackiem Obamą. Dotychczasowa polityka względem wydarzeń w Syrii, z jednej strony polegająca na potępieniu działań prezydenta Assada, zaś z drugiej nie wykazująca żadnej aktywności w kierunku zmiany obecnego status quo tylko to potwierdza.

Zdaniem Quiggina amerykańską politykę zagraniczną w  regione Bliskiego Wschodu można podzielić na trzy, sprzeczne ze sobą, podejścia: realistyczne, prodemokratyczne i proizraelskie.

Przedstawiciele pierwszej grupy twierdzą, że popieranie autokratycznych reżimów może okazać się najlepszym sposobem na skuteczne realizowanie celów polityki USA. Zdaniem Quiggina takie stanowisko ma zastosowanie tylko wtedy, gdy te systemy są stabilne i trwałe. W przeciwnym razie w wyniku ich upadku może dojść do zaniku owych powiązań i korzyści z nich płynących, co byłoby najlepszym wówczas rozwiązaniem, ale w innym scenariuszu – do otwartej wrogości nowej władzy w stosunku do USA. Jako przykład Quiggin podaje Iran.

Drugie podejście zakłada, iż demokratyczne rządy okażą się korzystne dla interesów USA, gdyż będą odzwierciedlać podobne wartości i przekonania w zakresie gospodarki  i swobód obywatelskich. Niemniej istotną demokracji jest to, że rządy odzwierciedlają poglądy większości społeczeństwa, którego interesy nie muszą pokrywać się z interesami własnych elit i Stanów Zjednoczonych.

Przedstawiciele kursu proizraelskiego z kolei tradycyjnie argumentowali, iż Izrael, jako jedyna demokracja w regionie, musi być wspierana bez względu na to, jakie działania podejmuje. W momencie, w którym Izrael przestał być jedynym państwem o ustroju demokratycznym, argument ten stracił na znaczeniu. Co więcej, większość rządów demokratycznych w regionie wyraźnie nie popiera  obecnej polityki zagranicznej USA.

Brak spójności i próba realizacji wszystkich trzech polityk na raz powoduje, iż w rzeczywistości żadna z nich nie jest realizowana. Wzrasta natomiast negatywne nastawienie do USA zarówno w kręgach rządzących elit, jak i wśród zwykłych mieszkańców krajów Bliskiego Wschodu. Quiggin uważa jednak, iż obecna sytuacja wynika przede wszystkim z braku sprecyzowania, jakie faktycznie interesy mają Amerykanie w regionie, bowiem te, które dotychczas warunkowały działania USA, zakorzenione są głęboko w latach 70-tych ubiegłego wieku.

Przeświadczenie o tym, iż arabska ropa jest niezbędnym surowcem dla amerykańskiej gospodarki jest w opinii Quiggina przesadzone. O ile bowiem w latach 70-tych XX wieku odcięcie dostaw ropy z Bliskiego Wschodu faktycznie wywołało poważne podwyżki cen benzyny, o tyle w roku 2012 tylko w niewielkim stopniu wpłynęłoby to na poziom cen.  W ocenie Quiggina wystarczy zatem, aby USA oparły swoje potrzeby na wykorzystaniu własnych zasobów i dostawach z Ameryki Łacińskiej, by zmniejszyć znaczenie Bliskiego Wschodu w polityce zagranicznej USA. Co więcej, założenie, iż USA mają obecnie do spełniania misję pokojową na Bliskim Wschodzie, podobną do tej, jaką odegrało porozumienie z Camp David, jest błędne, gdyż bliska współpraca z Izraelem sprawia, iż USA przestały być postrzegane jako wiarygodny rozjemca. Na koniec Quiggin odrzuca również argument dotyczący Iranu jako państwa stanowiącego zagrożenie dla bezpieczeństwa USA, wskazując na pełną wewnętrznych sprzeczności politykę Waszyngtonu względem Teheranu.

Podsumowując Quiggin uważa, iż sprzeczne stanowiska i błędne założenia, na których opiera się amerykańska polityka, powodują brak wymiernych rezultatów. Najlepszym tego przykładem jest jego zdaniem Irak. Kosztem dziesiątek tysięcy ludzi i setek miliardów dolarów obalono rząd Saddama Husajna, licząc, iż nowy rząd będzie sprzedawał ropę po preferencyjnych cenach, współpracował z Izraelem i stanowił demokratyczną przeciwwagę dla reżimu ajatollahów w Iranie. W praktyce żadnego z tych celów nie udało się osiągnąć. To kolejna przesłanka, że – zdaniem autora – nadszedł najwyższy czas na ponowne przemyślenie amerykańskich interesów i celów na Bliskim Wschodzie.

Źródło: http://nationalinterest.org/commentary/the-falsity-us-interests-the-mideast-7595