Jakub J. Grygiel: Błędna logika Unii Europejskiej i jej konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych

Email Drukuj PDF

 

Jakub J. Grygiel, profesor Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Waszyngtonie, w artykule „The Faulty Logic  of the Europan Union & Its Consequences for The United States” (z łam kwartalnika „Orbis”, wydawanego przez Foreign Policy Research Institute, Volume 56, Issue 4, Fall 2012) twierdzi, że obecny kryzys w UE jest tylko ekonomiczno-finansowym symptomem, podczas gdy tak naprawdę prawdziwy problem dotyczy sfery polityki, zakorzenionej w podstawach funkcjonowania całej wspólnoty. Dlatego też proponowane przez europejskich liderów, w tym m.in. przez Angelę Merkel, czy Mario Montiego, rozwiązania odnoszą się tylko do owych symptomów, pogarszając przyczynę leżącą u korzeni. Jego zdaniem konsekwencje błędnych decyzji unijnych decydentów nie ograniczają się do granic Europy, ale są odczuwalne również w USA, po części podważając trwającą ponad wiek amerykańską politykę zagraniczną, która zakładała silną, zjednoczoną i wolną Europę, po części zaś pogłębiając kruchość trans-atlantyckiego sojuszu, którego znaczenie będzie rosło wraz z trwającą destabilizacją Bliskiego Wschodu, zaciskającymi się rządami autorytarnymi w Rosji i wyzwaniem rzucanym przez Chiny. Kryzys w UE jest również swego rodzaju sprawdzianem dla amerykańskiego założenia, wedle którego Europa jest już ustabilizowana, dzięki czemu Waszyngton może zwrócić swoją uwagę w kierunku Azji i Pacyfiku.

Nawiązując do teorii Nicolasa Spykmana i jego słynnego stwierdzenie, iż „kto kontroluje [obszar] Rimlandu rządzi Eurazją; kto rządzi Eurazją kontroluje przeznaczenie świata”, Grygiel podkreśla, że amerykańska polityka zagraniczna względem Europy, przejawiająca się m.in. powołaniem NATO i realizacją Planu Marshalla, była korzystna dla obu stron. Z amerykańskiego punktu widzenie stanowiła egzemplifikację myślenia kategoriami Spykmana. Silna i zjednoczona Europa mogła częściowo ponosić ciężar utrzymania własnej obrony i przyczynić się do polityki odstraszania Związku Radzieckiego – unia narodów europejskich była bowiem większa niż suma ich pojedynczych potencjałów. Z europejskiej zaś perspektywy współpraca transatlantycka zapewniała bezpieczeństwo nie tylko przed zagrożeniem Związku Radzieckiego, ale również przed powrotem do wewnątrz-kontynentalnej rywalizacji mocarstw. W rezultacie, pomimo wzajemnych zatargów i nieporozumień, amerykańskie zaangażowanie się w Europie było gwarantem jej bezpieczeństwa, a państwa zachodnie mogły się jednoczyć właśnie dzięki obecności Waszyngtonu. Tym samym, jak podkreśla Grygiel, u podłoża projektu wspólnoty leżała obawa przed wycofaniem się Amerykanów z kontynentu, a nie, jak obecnie twierdzą niektórzy brukselscy politycy, chęć zbalansowania amerykańskich wpływów.

Bieżące wydarzenia i kryzys, w jakim znajduje się obecna Unia Europejska, poddają w wątpliwość amerykańskie założenia o stabilnej i bezpiecznej Europie. Zdaniem Grygiela napięcia nie oznaczają całkowitego upadku tego projektu, nie stanowią jednak też pełnego sukcesu. Jest to raczej pochodna błędu popełnionego na samym początku kształtowania się wspólnot europejskich, u podstawy którego leżał pomysł, iż jeden wspólny rynek i jedna wspólna waluta pozwolą na stworzenie jednego narodu europejskiego. Powodzenie zaś tego projektu wymagało stworzenia ponadnarodowej elity o bardzo małej legitymizacji społecznej: najpierw stworzono szkielet takiej wspólnoty, licząc, że z czasem i ze względów ekonomicznych powstanie jeden naród. Do tego czasu wystarczyć mieli regulujący sfery życia technokraci. O ile takie myślenie było w opinii Grygiela zrozumiałe 70 lat temu, wśród pokolenia dotkniętego pożogą wojenną, o tyle argument dzisiejszych europejskich liderów mówiący, iż upadek euro oznaczać będzie koniec Europy i możliwość wybuchu kolejnej wojny, jest kompletnie niezrozumiały dla współczesnych pokoleń nieznających doświadczenia II wojny światowej. Jego zdaniem sytuacja może wyglądać zgoła odwrotnie – wraz z pogłębiającym się kryzysem, UE może okazać nie tyle gwarantem pokoju, co głównym powodem ekonomicznych kłopotów i wrogości między krajami członkowskimi. Grygiel podkreśla, iż projekt europejski wprowadził wiele regulacji dotyczących ekonomicznych, politycznych i społecznych sfer życia, które nie miały ani poparcia społecznego, ani nie przywiązywały wagi do realiów. Widać to zwłaszcza na gruncie ekonomicznym, gdzie powołanie jednolitego rynku i wspólnej waluty wynikało z błędnych założeń dotyczących istnienia wspólnego interesu i politycznej woli. Rozdzielenie uprawnień monetarnych i fiskalnych stanowi przykład braku owej politycznej spójności w Europie. Państwa nie chcą bowiem zrzekać się podstawowego atrybutu swojej suwerenności jakim jest polityka fiskalna. I o ile nieodpowiedzialną była polityka fiskalna państw pogrążonych obecnie w największym kryzysie tj. Grecji, Hiszpanii i Włoch, o tyle zdaniem autora tak samo nieodpowiedzialny, pominąwszy przy tym kwestie historyczno-kulturowe, jest projekt utworzenia wspólnej waluty dla nierównych gospodarek. Stoi on często w sprzeczności z wymaganiami i oczekiwaniami narodów członkowskich, wyrażanymi w formie wyborów, lub ulicznych demonstracji.

Kolejny problem Europy i wyzwania z nim związane dotyczą samego pojęcia „Europy”. Grygiel podaje trzy rozumienia tego terminu; pierwsze odnosi się do cywilizacji, wywodzącej się ze starożytnej Grecji i Rzymu; drugie, do politycznego aparatu, który powstał w przeciągu ostatnich 60 lat; trzecie zaś do wspólnej waluty, obowiązującej w 17 krajach członkowskich Unii. Jego zdaniem każda z tych trzech „Europ” ma swój wkład w rozwoju stabilności kontynentu. Błąd polega na tym, iż podwaliny nowej Europy oparto na euro i wspólnym rynku, zakładając, iż z niego powstaną nowe struktury polityczne, a następnie nowa kultura. Odwrócona kolejność tłumaczy dlaczego w przypadku upadku euro, cała konstrukcja ulegnie zniszczeniu. Zatem próby jej ratowania tylko przy użyciu środków ekonomicznych na niewiele się zdadzą bez głębszej refleksji politycznej i cywilizacyjnej.

Wszystko to pociąga za sobą poważne konsekwencje. Przede wszystkim w opinii Grygiela obecna Europa nie ma już poczucia celu, jaki w postaci widma Związku Radzieckiego przyświecał ojcom założycielom. Brak celu, w zamian którego wprowadzono wspólny rynek i walutę, prowadzi do zaniku europejskiej polityki zagranicznej i obrony: trudno mobilizować społeczeństwo i armię do ochrony waluty lub kilkunastu regulacji. Po drugie, relacje pomiędzy państwami członkowskimi nie straciły na znaczeniu, a napięcia wewnątrz kontynentu będą stale narastać. Rola Brukseli i Strasburga jako gwaranta wewnętrznej stabilności i pokoju w Unii w dobie obecnego kryzysu ulega zachwianiu w miarę jak coraz większą rolę nie tylko gospodarczą, ale i polityczną zaczynają odgrywać Niemcy. To z kolei prowadzić może do pogłębienia nieufności, oskarżeń, co jest widoczne w reakcjach Grecji i Włoch na próby wdrażania w życie niemieckich projektów wyjścia z kryzysu. Z drugiej strony niektóre kraje, jak m.in. Polska, otwarcie udzielają poparcia polityce Berlina. Wszystko to sprawia, iż wzrost znaczenia Niemiec oznacza i prowadzić będzie do dalszych podziałów w UE.

Słabości i podziały w Europie stanowią poważne wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych. Poza oczywistymi konsekwencjami gospodarczymi, których skali nie sposób przewidzieć, problem sięga dalej: podważa dotychczasową politykę USA, której zadaniem było utworzenie i podtrzymanie transatlantyckich więzi w celu zapewnienia zarówno stabilności Europy, jak i zewnętrznej ochrony przed przyszłymi wrogami. Równocześnie w momencie, w którym kraje Europy przestały postrzegać obecność i rolę USA jako nieodzowną, Waszyngton nie ma do zaproponowania żadnej alternatywy. Nie przejawia też większego zainteresowania podtrzymywaniem stabilnej i bezpiecznej Europy, czego przykładem była wojna w Libii. Brak zaś bezpośredniego udział sił amerykańskich w konflikcie libijskim dowiódł, że żadne europejskie państwo nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności i przywództwa militarno-politycznego, zatem wystąpić w roli jaką pełniły dotąd Stany Zjednoczone. Wszystko to sprawia, iż otwartym pozostaje pytanie o rolę przyszłych stosunków transatlantyckich.

Osobnym tematem jest rywalizacja na linii Waszyngton-Pekin. Jak podkreśla Grygiel silna i zjednoczona Europa Zachodnia byłaby bardziej przydatna dla Stanów Zjednoczonych w ich skręcie w stronę Azji i Pacyfiku. Nawet jeśli UE nie jest w stanie pomóc USA w regionie Pacyfiku, gdyż nie ma w tym ani swojego interesu, ani możliwości, to jednak pogrążona w kryzysie Europa będzie odwracać uwagę USA od ważniejszego z ich perspektywy wyniku rywalizacji z Chinami.

Podsumowując Grygiel podkreśla, że w Stany Zjednoczone nie są w stanie pomóc Europie w wyjściu z kryzysu ekonomicznego. Jednak problemy gospodarcze są tylko symptomem prawdziwej choroby, którą wyleczyć może jedynie wspólny wysiłek państw Zachodu. O ile zatem kwestie gospodarcze są bardziej widocznym problemem, ich naprawa, bez rozwiązania problemów tkwiących u źródeł kryzysu Europy, doprowadzi do sytuacji, w której Zachód pod wyszukaną konstrukcją, pozostanie pusty w środku, niczym „dom, nie mając rodziny, która mogłaby się do niego wprowadzić”.