Osłabienie sił USA w Europie to błąd - twierdzi Luke Coffey

Email Drukuj PDF

 

Izba Reprezentantów 18 maja stosunkiem głosów 226 do 196 przegłosowała poprawkę kongresmanów z Colorado Mike’a Coffmana i Jareda Polisa do budżetu obronnego USA (National Defense Authorization Act), zakładającą wycofanie z Europy wszystkich tzw. US Army Brigade Combat Teams (BCT – Brygadowe Zespoły Bojowe), czyli podstawowych jednostek armii amerykańskiej. Wnioskodawcy argumentowali, że Stany Zjednoczone nie powinny subsydiować obrony swych europejskich partnerów w czasie, gdy oni sami tną swe budżety obronne. Poprawka kongresmanów poszła dalej niż zmiany planowane przez administrację Baracka Obamy. Początkowo przewidywały one wycofanie z Europy tylko jednego BCT, ale w styczniu rozszerzono je o zapowiedź inaktywacji dalszych dwóch (po jednym w 2013 i 2014 r.), co oznaczałoby redukcję sił amerykańskich na Starym Kontynencie o ponad 8 000 żołnierzy, kontynuowaną w następnych pięciu latach, gdy redukcja miała dotknąć dalsze 2 500 żołnierzy. Coffman i Polis przekonali większość Izby, że należy wycofać wszystkie cztery Zespoły Bojowe i zastąpić je siłami rotacyjnymi. Miałoby to skłonić europejskich partnerów USA do wzięcia na swe barki w większym niż dotąd stopniu odpowiedzialności za siłę NATO i własną obronę ("Amerykanie nie chcą wciąż płacić za obronę Europy przed zagrożeniem, którego już nie ma" - mówił Polis w czasie obrad).

Zdaniem Luke’a Coffeya z Heritage Foundation, choć krytyka malejącego zaangażowania finansowego Europejczyków w NATO jest zasadna, plany Obamy a zwłaszcza postulaty przegłosowane w Izbie Reprezentantów, szkodzą interesom Stanów Zjednoczonych. Autor ten nie zgadza się z opiniami, że po zakończeniu Zimnej Wojny Europa straciła strategiczne znaczenie dla USA. Jest ono inne niż dawniej, ale ciągle zasadniczej wagi. Po pierwsze, operujące w Europie wojska amerykańskie są blisko rejonów, w których dochodzi do konfliktów istotnych z punktu widzenia interesów amerykańskich – jak ten w Libii. Mając stałe wojska w pobliżu zapalnych punktów geopolitycznej mapy, łatwiej jest skutecznie działać na tych obszarach. Tym bardziej, że – co jest drugim argumentem przemawiającym za odstąpieniem od planów forsowanych przez administrację Obamy i część kongresmanów – siły USA w Europie stacjonują w krajach położonych w sąsiedztwie kluczowych rejonów, jak Rosja, Morze Kaspijskie, Arktyka, gdzie może dojść do destabilizacji sytuacji, jak też w pobliżu niezwykle istotnych dróg tranzytowych, jak tych wiodących przez Kaukaz, Cieśninę Gibraltarską czy Kanał Sueski.

Siły stacjonujące w europejskich bazach rotacyjnie mogłyby okazać się bardziej kosztowne (już choćby dlatego, że koszt reorganizacji zwykle bywa bardzo duży), w mniejszym stopniu podkreślałyby amerykańską obecność w regionie i więź z europejskimi sojusznikami, byłyby też mniej efektywne militarnie. Biorąc zatem pod uwagę geopolityczny kontekst i praktyczne uwarunkowania, według Coffeya Kongres powinien wycofać się ze szkodliwych projektów i kierować się trzema podstawowymi zasadami:

- przedłożyć amerykańskie interesy bezpieczeństwa ponad oszczędności budżetowe i owo bezpieczeństwo uczynić zasadniczym punktem odniesienia przy decyzjach dotyczących kształtu obecności militarnej w Europie

- pokazać przywiązanie Stanów Zjednoczonych do NATO i bezpieczeństwa transatlantyckiego, czego stała obecność wojsk amerykańskich w Europie jest najbardziej widocznym znakiem

- nagrodzić kluczowych europejskich sojuszników USA zacieśnieniem współpracy w dziedzinie obrony i zamiast redukować liczbę baz w Europie, rozważyć możliwość założenia nowych, zwłaszcza na obszarach peryferyjnych, np. w Gruzji

Warto jeszcze podkreślić – czego autor referowanej analizy nie czyni – że autorzy krytykowanej przez Coffeya poprawki – Coffman i Polis – reprezentują obie partie: pierwszy Republikanów, drugi Demokratów – a także dwa pokolenia amerykańskich polityków (urodzili się odpowiednio w 1955 i 1975 r.).

Źródło:

http://www.heritage.org/research/reports/2012/06/army-brigade-combat-teams-removal-from-europe-undermines-us-interests