Foreign Affairs: Dlaczego nie należy atakować Iranu

Email Drukuj PDF

W artykule „A Time to Attack Iran” Matthew Kroenig namawiał do szybkiego zaatakowania Iranu w celu zniszczenia jego programu atomowego, co miałoby jego zdaniem zapewnić bezpieczeństwo zarówno w rejonie Zatoki Perskiej i Bliskiego Wsch., jak również zabezpieczyć amerykańskie interesy w tej części globu. Jego stanowisko odbiło się echem wśród innych amerykańskich ekspertów, z pośród których część ma odmienne od Kroeniga zdanie. W odpowiedzi na jego tekst Colin H. Kahn – profesor Georgetown University w Waszyngtonie – przedstawia odwrotną tezę, wedle której przedstawiona przez Kroeniga argumentacja jest podobna do tej, która skłoniła amerykańskich polityków do rozpoczęcia wojny w Iraku. Uważa on jednak, że nauczeni doświadczeniami tamtego konfliktu Stany Zjednoczone „nie powinny wybierać wojny jeśli są jeszcze inne możliwości, i nie powinny również podejmować decyzji o ataku na podstawie analiz w oparciu o założenie, że konflikt okaże się”. W rezultacie, zdaniem Kahna realistyczne oszacowanie postępu prac nad irańskim programem atomowym i możliwości rozwoju ewentualnej wojny wiedzie do odwrotnej niż u Kroeniga konkluzji: obecnie nie należy atakować Iranu.

W pierwszej kolejności Kahn nie zgadza się ze stwierdzeniem, iż Iran jest zdolny do wyprodukowania bomby atomowej w okresie od pół do jednego roku, nawet jeśli ma do tego wystarczające możliwości. Podkreśla on również, że nie ma obecnie żadnych informacji na temat nowych ośrodków w których można by było wzbogacać uran do celów wojskowych. W związku z tym, gdyby Iran szykował się do produkcji broni atomowej musiałby to robić w dostępnych ośrodkach nad którymi kontrolę sprawuje Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo wykrycia ewentualnego zagrożenia, co skutecznie podważa argument przemawiający za szybkim „uderzeniem wyprzedzającym”, bądź wojną prewencyjną.

Kolejnym punktem, który budzi sprzeciw Kahna jest twierdzenie, że USA są w stanie łagodzić konsekwencje ataku, ponieważ „obraz czystego, wzorcowego konfliktu jest mirażem. Jakakolwiek wojna z Iranem będzie pełna zamieszania i niezwykle brutalna, z znaczącą liczbą ofiar i konsekwencji”. Irańscy liderzy polityczni oparli swoją legitymizację władzy na stawianiu oporu międzynarodowym naciskom na zaprzestanie prac nad programem atomowy, z którym dodatkowo utożsamiają cały reżim, dlatego nie uznają oni charakteru ewentualnych działań zbrojnych za ograniczony. Równocześnie zakłada będą chęć obalenia przez Waszyngton całego reżimu, w efekcie czego wszelka próba rozwiązania siłowego spowoduje, iż „Teheran przesadzi z reakcją nawet w przypadku chirurgicznego nalotu na jego ośrodki atomowe”. Zdaniem Kahna należy również uwzględnić opcję, w której, bojąc się zarówno o międzynarodowe naciski związane ze wzrostem cen ropy, jak i z obawy przed zniszczeniem przez Amerykanów niemal całej infrastruktury wojskowej w krótki okresie czasu, Iran będzie się starał użyć jak największej ilości dostępnych środków w pierwszym okresie wojny. W rezultacie, „ostatecznie, gdyby Stany Zjednoczone i Iran zdecydowały się iść na wojnę, nie ma wątpliwości, że Waszyngton wygrałby w wąskim operacyjnym sensie”, niemniej jednak „konflikt amerykańsko-irański nie byłby kliniczny, szczelnie kontrolowany i ograniczony jak przewiduje Kroenig”.

Wątpliwości Kahna budzi potencjalne zachowanie się pozostałych państw regionu. Z jednej strony zakładanie, że Izrael trzymałyby się z daleka od całego konfliktu może okazać się błędne, gdyż Iran za wszelką cenę próbowałby go wciągnąć do wojny, m.in. przy wsparciu rządzonego przez Hezbollah Libanu lub Syrii. Również Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mogłyby przystąpić do wojny, czy to ze względu na chęć obrony infrastruktury naftowej, czy też zdobyczy terytorialnych kosztem Iranu. Z drugiej zaś strony, jeśli nawet część liderów państwa arabskich skrycie popierałaby działania Stanów Zjednoczonych, to zwykli mieszkańcy z dużą pewnością by je odrzucili. Tym samym, atak  USA mógłby przysporzyć Iranowi rzesze sympatyków, głównie wśród islamskich ekstremistów, którzy potraktowaliby Teheran jako ofiarę i w ramach odwetu podtrzymaliby jego status jako lidera anty-zachodniego ruchu.

Kahn polemizuje również z tezą Kroeniga, wedle której skuteczny atak mógłby na stałe zakończyć starania Teheranu o broń atomową. W przeciwieństwie bowiem do syryjskiego i irackiego programu atomowego Iran jest pod tym względem bardziej zaawansowany technologicznie a ośrodki bardziej rozproszone, co oznacza, że nawet po uderzeniu można by łatwo zrekonstruować cały program. Inaczej rzecz ujmując, „amerykański atak zniszczyłby kluczowe irańskie ośrodki, ale nie zrobiłby niczego, aby cofnąć zgromadzoną przez Iran lub zdolności do ewentualnej odbudowy wirówek”. Równocześnie ponowna próba przywrócenia prac na programem byłaby o wiele trudniejsza do powstrzymania, głównie ze względu na nieufność i zdystansowanie się władz irańskich wobec Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, co w znaczący sposób utrudniłoby dostęp do tych starań i ich monitorowanie.

Na końcu Kahn odrzuca stwierdzenie, iż dla utrzymania pokoju w regionie USA potrzebowałoby użycia dodatkowych środków. Jego zdaniem obecnie w rejonie Zatoki Perskiej znajduje się wystarczająco dużo sprzętu i ludzi aby skutecznie powstrzymywać ewentualną agresję lub szantaż ze strony Iranu. Gdyby jednak dostępne siły okazały się niewystarczające, to w dalszym ciągu w Afganistanie stacjonuje około 90 tys. amerykańskich żołnierzy, którzy stanowią realne zagrożenie dla irańskiej wschodniej granicy.

Podsumowując, zdaniem Kahna propozycja Matthew Kroenig, mimo czasami trafnych obserwacji, nie tylko pomija rozwiązania dyplomatyczne, ale również ignoruje skutki amerykańskich sankcji na transakcje finansowe z Irańskim Bankiem Centralnym i embarga na dostawy irańskiej ropy, co może stanowić wystarczający bodziec do powrotu do dalszych negocjacji. W zamian jest ona odzwierciedleniem tylko jednej strony, która nie zakłada złego scenariusza, gdyż przyjmując, iż chirurgiczny atak na ośrodki atomowe okazałby się sukcesem, nie zniszczyłby on irańskich zdolności militarnych. Iran „ranny” i „skrzywdzony” wciąż byłby zdolny do odwetu, co byłoby początkiem długiego i kosztownego konfliktu, w którym zwycięstwo nie daje gwarancji na zmianę zachowania władz w Teheranie.

http://www.foreignaffairs.com/articles/137031/colin-h-kahl/not-time-to-attack-iran

Opracował: Sebastian Górka