Dlaczego Obama oddaje Libię Rosji? - zastanawia się ekspert AEI

Email Drukuj PDF

Ostatnie doniesienia o tym, iż USA poprze rosyjską propozycję mediacji w Libii wzbudziły liczne kontrowersje. Wśród krytyków decyzji prezydenta Obamy jest m.in. John R. Bolton z American Enterprise Institute, który podkreśla, że aprobata dla negocjacji pod auspicjami Rosji jest wyrazem „strategicznej krótkowzroczności” USA.

Po blisko czterech miesiącach od rozpoczęcia działań prowadzonych przez siły NATO w Libii, w dalszym ciągu trudno jest mówić nie tylko o wyraźnym sukcesie, ale również o konkretnym wyniku prowadzonej operacji. W dużym stopniu rzutuje to na osłabienie reputacji i wiarygodności tak Stanów Zjednoczonych, jak i samego Sojuszu. Równocześnie prezydent Obama usilnie stara się nie być postrzegany jako dążący do zmiany reżimu unilateralistą, co przypisywano jego poprzednikowi.

Ekspert American Enterprise Institute zwraca jednak uwagę na konsekwencję takiej postawy.

Po pierwsze, reputacja Sojuszu jest już i tak nadwyrężona, a dodatkowe „powitanie wstawiennictwa Rosji pomiędzy NATO a jego wojskowego oponenta jakim jest Libia, nie jest niczym innym, jak tylko upokorzeniem dla zachodniego sojuszu”.

Po drugie, w ciągu ostatnich miesięcy brak wyraźnego uformowania pro zachodniego stronnictwa w Libii może doprowadzić do sytuacji, w której zwycięska opozycja zastąpi dotychczasowy reżim kolejnym. Równocześnie zezwolenie Rosji na prowadzenie mediacji w Libii jest de facto równoznaczne z przyznaniem jej możliwości wpływania na dalsze decyzji Narodowej Rady Tymczasowej, skupiającej przeciwników Muammara Kaddafiego, jak również – co należy podkreślić – ułatwionego kształtowania decyzji przyszłych władz, w tym wykorzystywania libijskich zasobów naturalnych.

Bolton podkreśla również, że decyzja Obamy i możliwości z nią związane są dla Rosji okazją do realizacji jej celów politycznych w tym regionie, których ona sama, dążąc do odbudowania dawnej hegemonii Związku Radzieckiego, opierając – ze względu na starzejące się społeczeństwo i słabnącą gospodarkę – te starania głównie na zasobach ropy naftowej i gazu ziemnego, nie byłaby w stanie osiągnąć na własną rękę.

Dotychczasowe działania w Libii uwidaczniają zarówno słabość administracji Obamy, jak i towarzyszącą jej słabość europejskich partnerów, coraz mocniej skoncentrowanych na bliskiej współpracy z Rosją. Zależność Europy od Kremla jest w dużym stopniu – m.in. za sprawą wycofania się z koncepcji tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, zaniechania przybliżenia Gruzji i Ukrainy do NATO, czy podpisania nowego porozumienia START – implicite wspierana przez bierną politykę zagraniczną Baracka Obamy. W rezultacie, ustępliwość z jednej, oraz dryfowanie w kierunku Moskwy z drugiej strony jest niebezpieczne nie tylko dla przyszłości NATO, ale również stanowi swego rodzaju zachętę dla innych państw, w tym Iranu i Korei Południowej.

Perspektywa kolejnej kadencji prezydenta Obamy i kontynuacji obecnej polityki zagranicznej USA powinna więc dać na przyszłość wiele do myślenia.

Źródło: http://www.aei.org/article/103894

Opracował Sebastian Górka