Stary porządek - nowy rozkład sił - artykuł z "Foreign Affairs"

Email Drukuj PDF

Na łamach Foreign Affairs pojawił się artykuł odnoszący się do pojawiających się często opinii o zmierzchu Stanów Zjednoczonych a razem z nimi o nadchodzącym upadku zachodniego modelu relacji globalnych. Profesor John Ikelberry opisuje z pozycji idealistycznej przemiany w systemie międzynarodowym, które jego zdaniem nie zakłócą liberalnego porządku, a raczej jeszcze mocniej go utwierdzą.

Naukowiec nie ma wątpliwości, że prymat USA czeka rychły koniec. Wzrastające potęgi, wśród których profesor wymienia Brazylię, Chiny oraz Indie, będą jego zdaniem miały coraz większy wpływ na międzynarodowy porządek. Jednak go nie zakwestionują. Ikelberry uważa, że to właśnie w ich interesie jest konserwacja systemu prawnego i instytucjonalnego stworzonego pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych po drugiej Wojnie Światowej.

Według naukowca przekonanie o pewnym zastąpieniu pax americana przez model pekiński jest błędne. Być może Stany Zjednoczone tracą prymat w porządku globalnym, ale ten ma się jak najlepiej i służy wszystkim uczestnikom stosunków międzynarodowych. Pomimo kształtujących się koncepcji alternatywnych, to liberalny porządek jest najlepszym modelem. Rozwój nowych potęg tylko ten stan rzeczy zakonserwuje.

Ów porządek nie jest dobrem ekskluzywnym Stanów Zjednoczonych. Ikelberry wskazuje, że jest on owocem setek lat kształtowania się stosunków międzynarodowych na Zachodzie. Jego emanacją są instytucje polityczne, gospodarcze i społeczne które krok po kroku wchłonęły każde państwo na świecie.

Profesor wskazuje na dwa projekty rozpoczęte wieki temu, które zdecydowały o powstaniu areny międzynarodowej, w kształcie jaki znamy. Pierwszy z nich to zapisy pokoju westfalskiego z 1648 roku. To tam zapisano zasady suwerenności państwa i reguł postępowania dla wielkich potęg. Drugi to model polityki zagranicznej lansowany przez dwóch największych gigantów demokracji w historii – najpierw przez Imperium Brytyjskie, potem przez USA. Zdaniem Ikelberrego te projekty uzupełniały się. Naukowiec uważa, że koncepcja westfalska rozwiązywała problemy ważne z punktu widzenia realizmu politycznego, dzięki czemu tworzyło się środowisko pod budowę porządku liberalnego w oparciu o system anglosaski. Jak stwierdza profesor ,,problemy Hobbesa, czyli anarchia i inne niebezpieczeństwa musiały być rozwiązane by wykorzystać w pełni możliwości Locke’a, czyli zmaterializować otwarte i oparte na jasnych regułach relacje między państwami.

Projekt westfalski, który z zachodniej Europy rozprzestrzenił się na cały świat, ugruntował zasady suwerenności, integralności terytorialnej i nieinterwencji, co doprowadziło do konsensusu względem przekonania o tym, że jedynie państwa są pełnoprawnymi jednostkami politycznymi zdolnymi do legitymizowanych rządów.

Ikelberry wymienia punkty w historii – kongres wiedeński, traktat wersalski, Jałta i Poczdam, przemiany 89’ – jako kolejne etapy multilateralnego porządkowania rzeczywistości międzynarodowej przez wielkie potęgi. W ramach tego systemu potęgi nauczyły się jak działać zespołowo w celu zbalansowania siły poszczególnych z nich dla wspólnego dobra. Profesor uważa, że dziś to Rada Bezpieczeństwa ONZ jest odpowiednikiem systemu stworzonego na Kongresie Wiedeńskim.

Ten porządek umożliwił rozwój liberalnego internacjonalizmu promowanego przez Brytyjczyków na świecie. U jego podstaw leżały wolny handel i wolność na wodach eksterytorialnych. Zdaniem Ikelberrego ich następcy, Amerykanie, usunęli ostatnie bariery dla rozwoju tego prądu, w postaci kolonializmu i imperializmu, co zogniskowało się w polityce Woodrowa Wilsona i stworzeniu Ligi Narodów, która miała być narzędziem konsultacji i współpracy państw świata. Naukowiec konstatuje, że ów idealistyczny system został zburzony przez zamknięte systemy ekonomiczne państw imperialnych, które wywołały drugą Wojnę Światową.

Po wojnie dzieło Wilsona kontynuował jednak Franklin Roosevelt, tworząc zasady New Deal, zmaterializowane w instytucjach zaprojektowanych w Bretton Woods. Stworzony system był, zdaniem profesora, zaprojektowany jako dobro wspólne świata, jednak przyjął dominację Stanów Zjednoczonych w obliczu osłabienia Europy i nastania Zimnej Wojny.

Po 89 roku USA przejęły zarządzanie systemem, wprowadzając nowe rozwiązania i angażując się w zapewnienie bezpieczeństwa oraz utrwalenie wolnej wymiany handlowej. Zdaniem Ikelberrego domieszka praw człowieka zapisana w dokumentach ONZ sprawia, że system międzynarodowy historycznie powołany do życia pod przewodnictwem Stanów, staje się dziedzictwem całej ludzkości.

Ponadto ów system gwarantuje wzajemną pomoc i wsparcie polityczne swoim członkom. Według Amerykanina, to sprawia, że każda rosnąca potęga jest zainteresowana skorzystaniem z jego dobrodziejstw. Porządek liberalny może zagwarantować im bezpieczny wzrost, dostęp do narzędzi wolnego handlu i wymiany intelektualnej. Ikelberry podaje tu przykład Chin, które jego zdaniem nie osiągnęłyby takiego stadium rozwoju gdyby nie wieloletnie wsparcie inwestycyjne ze strony Zachodu. Jeśli Chińczycy pragną zdominować system międzynarodowy, muszą się poruszać w jego łamach – np. w celu wyniesienia Juana do rangi głównej waluty służącej do wymiany międzynarodowej. Do tego potrzebna jest stabilność instytucjonalna i normatywna którą gwarantuje ów porządek.

Profesor wymienia – rosnące potęgi chcą westfalskiej definicji suwerenności, zalezy im na uzyskaniu autorytetu z racji bycia wielką potęgą i potrzebują protekcji sankcjonowanej przez instytucje międzynarodowe. To wszystko zawiera się w ramach opisywanego systemu. Tylko Rada Bezpieczeństwa, G-20 i instytucje Bretton Woods umożliwią rosnącym potęgom przekroczyć granicę i stać się potęgami o skali globalnej.

Ikelberry zauważa, że w obliczu tych faktów nie ma miejsca dla nowych koncepcji porządku międzynarodowego. Projekt antyliberalny oparty na strefach wpływu, lansowany przez Pekin (stąd profesor nazywa go modelem pekińskim) funkcjonuje sprawnie, jedynie kiedy tylko część z aktorów areny globalnej opiera na nim swoje działania. Zdaniem naukowca, Chiny mogą utrzymywać swoją metodykę, jedynie dzięki nadużywaniu porządku liberalnego. Bez tego systemu, jego nadużycia nie byłyby możliwe a wszystkie państwa przyjęłyby instrumentarium chińskie, co znacznie zawężyłoby pole działania Pekinu. Dlatego, według Amerykanina, to właśnie Chinom i innym rosnącym potęgom będzie szczególnie zależało na konserwacji istniejącego stanu rzeczy. Stał się on uniwersalnym wyznacznikiem postępującej modernizacji, a wokół stwierdzenia, ze jest najlepszym i jedynym modelem stosunków międzynarodowych panuje w większości państw pełen konsensus.

Ikelberry twierdzi, że zakwestionowane przez kryzys neoliberalizm i ,,fundamentalizm rynkowy’’ nie są tożsame z liberalnym internacjonalizmem będącym, jego zdaniem, podłożem obecnego systemu międzynarodowego. Zdaniem naukowca w jego dokumentach fundacyjnych z lat czterdziestych zapisane są wyraźnie reguły otwartej wymiany handlowej, która jest jednak otoczona osłoną zabezpieczeń socjalnych i stabilności zatrudnienia. Według Amerykanina świat nie kwestionuje dziś otwartości i wymiany handlowej. Świat pragnie przywrócenia wagi stabilizacji i bezpieczeństwa ekonomicznego.

Profesor argumentuje, że kolejnym powodem dla którego rosnące potęgi wybiorą asymilację z istniejącym systemem, jest zapewnienie sąsiadów o dobrych intencjach, które wypływa z wiązania się przez owe potęgi w ramach kolejnych instytucji multilateralnych. Groźne pomruki płynące z Państwa Środka w mijającym roku, jak nowe roszczenia względem Mórz Chińskich, jedynie zwróciły kraje regionu stowarzyszone w Association of Southeas Asian Nations (ASEAN) przeciwko Pekinowi. Ikelberry nie wyklucza, że w systemach politycznych rosnących potęg pojawi się presja na ostry kurs i unilateralne wymachiwanie szabelką, jednak według niego skończy się to źle przede wszystkim dla tych potęg. Jedynym wyjściem z sytuacji osaczenia przez przerażonych sąsiadów będzie dla przykładowych Chin wejście w głębsze relacje z nimi za pomocą organizacji stworzonych w ramach liberalnego porządku międzynarodowego.

Naukowiec uważa, że obecne przemiany nie są przejawem upadku Stanów Zjednoczonych, a raczej świadectwem nadganiania zaległości przez inne kraje świata. Ikelberry widzi je jako wielką sposobność do stworzenia wyważonego multilateralnego porządku globalnego. Nowe zjawiska, jak wzrost nowych potęg czy zagrożenia asymetryczne jedynie przyspieszą ten proces. Profesor rozgranicza nową linie sporu, która nie przebiega już wzdłuż granic państw.

Nowy front przebiega jego zdaniem między współczesnymi multilateralistami chwalącymi ONZ czy Światową Organizację Handlu, a ludźmi nazwanymi przez naukowca ,,izolacjonistami’’, ,,protekcjonalistami’’ i ,,antyinternacjonalistami’’ na Zachodzie. Chyba nie ma wątpliwości po czyjej stronie staje profesor John Ikelberry.

John Ikenberry, The Future of the Liberal World Order, “Foreign Affairs”, maj/czerwiec 2011 [http://www.foreignaffairs.com/articles/67730/g-john-ikenberry/the-future-of-the-liberal-world-order]

Opracował Wojciech Jakóbik