Foreign Policy pyta: Czy Chiny przegonią USA? Nowe argumenty

Email Drukuj PDF

W dyskusji na temat rywalizacji Państwa Środka z Ameryką pojawiają się argumenty wspierające obie strony. John Lee z Foreign Policy dorzuca do nich kolejne, świadczące o przewadze USA. Opisuje on uderzające zaabsorbowanie chińskich mediów i środowisk naukowych działaniami Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej. Każdy ruch Amerykanów na globalnej szachownicy jest uważnie studiowany i komentowany po drugiej stronie Pacyfiku. Lee uważa, że Chińczycy obawiają się Jankesów i w dyskusji na ten temat przeważają tony alarmistyczne. Autor artykułu przejrzał ponad 100 artykułów badawczych napisanych w Chinach w ostatni czasie. Cztery na pięć z nich były poświęcone Stanom Zjednoczonym.

Ostatnią okazją do wzmożenia się szumu medialnego w kontekście USA była akcja zabicia Osamy bin Ladena. W kontrolowanych przez władze centrach analitycznych dominuje przekonanie, że to symboliczne zwycięstwo nad sprawcami ataku z 11 września 2001 roku jest jednocześnie znakiem czasu, świadczącym o zmianach w optyce geopolitycznej Waszyngtonu. Chińczycy zauważyli, że administracja Baracka Obamy kładzie mniejszy nacisk na wojnę z terroryzmem i uwalnia swój potencjał z zaangażowania w świecie arabskim. W Państwie Środka poczytywane jest to za niepokojący symptom, ponieważ USA mogą obecnie skupić się na nowo na polityce pacyficznej, co rzeczywiście można już obserwować.

Chińczycy widzą, że czas beztroskiego wzrostu ich wpływów w Azji się skończył. Zdaniem Johna Lee chińscy międzynarodowcy są neorealistami i są przekonani, że w relacje między Państwem Środka a Stanami wpisany jest permanenty konflikt między hegemonem a wzrastającą potęgą. Napięcia można regulować ale nie usunąć.

Jednocześnie Pekin obawia się wpływu USA w regionie, ponieważ boi się demokratycznych wartości stojących za tą potęgą. Dla władz komunistycznych demokracja jest kwintesencją nieracjonalności i przypadkowości. Za przykład służy tu Chińczykom polityka George’a W. Busha na Bliskim Wschodzie. Ponadto, partia obawia się demokracji, ponieważ jej istnienie się wzajemnie z nią wyklucza.

John Lee wymienia trzy argumenty wysuwane przez chińskich strategów, mające świadczyć o przewadze Amerykanów w rywalizacji na kontynencie azjatyckim.

Po pierwsze, po stronie Stanów Zjednoczonych stoi społeczność międzynarodowa, która powstała dzięki USA i dzięki ich sile jest od czasu drugiej wojny światowej w miarę stabilna. Dzięki temu porównywany do chińskiego wzrost potęgi Indii jest przyjmowany dużo cieplej na arenie międzynarodowej, niż prężenie muskułów przez Pekin. Kraje Pacyfiku, jak Australia i Singapur uznają prymat USA jako fundament swojego bezpieczeństwa.

Po drugie, USA nie ma zatargów terytorialnych z żadnym azjatyckim krajem. W przeciwieństwie do Chin, które zgłaszają długą listę pretensji co do ziem państw je otaczających i mórz okalających ich brzegi. Państwo Środka domaga się praw do prawie 80 procent powierzchni Morza Południowo-Chińskiego, kłóci się też o terytoria we wschodnich Indiach – to automatycznie wpływa na siłę wpływu chińskiego w regionie. To sprawia również, że wzrost Chin jest niemile widziany ze względu na obawy przed chińskim rewizjonizmem.

Po trzecie, Stany zlokalizowane są poza Azją. Amerykańskie bazy wojskowe i wpływ polityczny nie budzą takich obaw, jak chińskie. USA potrzebują sojuszników w regionie dla utrzymania siły strategicznej w regionie. Chiny nie muszą się na nikogo oglądać, ponieważ ich siła militarna jest na miejscu i mogą nią swobodnie dysponować. To wzmaga nieufność ze strony krajów azjatyckich i wpycha je siłą rzeczy w amerykańskie ramiona. Chińczycy muszą zadowolić się szorstką przyjaźnią z reżimami Myanmaru i Korei Północnej.

Te argumenty pokazują, dlaczego Chińczycy obawiają się amerykańskiego wpływu w regionie. Biorąc je pod uwagę można stwierdzić, że już teraz Państwo Środka znajduje się na przegranej pozycji, co zadaje kłam sino entuzjastycznym komentarzom zalewającym dziś media na Zachodzie. Sprawa jest silnie zniuansowana i wszelkie analizy na ten temat muszą brać pod uwagę pełne spektrum argumentów.

Link: http://www.foreignpolicy.com/articles/2011/05/06/china_s_america_obsession

Opracował: Wojciech Jakóbik