Sarkoleon w tarapatach - dowodzi publicysta National Interest

Email Drukuj PDF

Publicysta The National Interest Doug Bandow nie pozostawia suchej nitki na Nicolasie Sarkozym. Zdaniem Bandowa prezydent Francji zawiódł na całej linii w sprawie interwencji libijskiej.

Działania wojskowe po drugiej stronie Morza Śródziemnego ściągnęły słabe zaangażowanie państw europejskich. Zdaniem autora TNI Francja targnęła się na prowadzenie mocarstwowej polityki znanej z czasów sprzed pierwszej wojny światowej, nie posiadając mocarstwowych narzędzi nacisku – chodzi tu przede wszystkim o stale kurczącą się i niedomagającą armię francuską.

Publicysta uważa, że Francja straciła bezpowrotnie mocarstwową pozycję po zniszczeniu kraju przez I Wojnę Światową. Jego zdaniem przyznanie miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ było bardziej kwestią honorową, niż ruchem wynikającym ze znaczenia Francuzów na arenie międzynarodowej. Po II Wojnie Światowej ten kraj nie był w stanie stworzyć poważnej polityki dla regionów znajdujących się pod jego wpływem, a wręcz je stracił, czego przejawem były porażki w Wietnamie i Algierii. 

Francuski prezydent został nazwany Sarkoleonem – ponieważ próbuje pozować na wodza na miarę Napoleona Bonaparte, tyle, że brak mu armii o sile takiej, jak napoleońska. Wspomniane wojsko francuskie, według Bandowa, jest być może silne jak na europejskie standardy, ale, jak zauważa publicysta, te standardy są obecnie bardzo niskie. Zagrożone kryzysem budżetowym kraje Europy obcinają obecnie wydatki na zbrojenie, wybierając utrzymanie socjalnych programów. Francja nie jest tu wyjątkiem. Zdaniem Amerykanina Sarkozy zdecydował się na akcję w Libii ze względu na zbliżające się wybory, jednak nie ma on narzędzi, które pozwoliłyby mu wraz z angielskim premierem Davidem Cameronem opanować sytuację w tym kraju. 

Sytuację Wielkiej Brytanii i Francji utrudnia bierność Stanów Zjednoczonych, które zdecydowały się na ograniczone wsparcie militarne dla interwencji. Wiceprezydent Hillary Clinton nie pozostawiła złudzeń. Europejczycy będą musieli sami poradzić sobie z libijską rewoltą, a co podkreśla autor, zwycięstwo rebeliantów niekoniecznie będzie zwycięstwem demokracji, a może być początkiem marszu po władzę w krajach arabskich naśladowców Bin Ladena i innych islamskich radykałów.

Link: http://nationalinterest.org/commentary/france-falls-again-5215