2011: Chiny i USA – współpraca czy rywalizacja?

Email Drukuj PDF

Coraz śmielsza polityka Chin na arenie międzynarodowej może niepokoić. Komunistyczny reżim ugruntowany w kraju o jednej z najbardziej liberalnych gospodarek podejmuje coraz agresywniejsze działania, służące do zakwestionowania prymatu USA na świecie. Czy Wujek Joe powinien pozostać tego bierny? Czy Stany Zjednoczone powinny działać? Czy są w stanie zmniejszyć wzrastające międzynarodowe napięcie? Jeśli tak, to w jaki sposób?

 

 

Chiny mają swoje pięć minut

 

Jessica Tuchman Mathews z Carnegie Europe wymienia kwestie wzrostu potęgi Chin i reakcji USA na to zjawisko, za jeden z najważniejszych tematów roku 2011. Polityka Państwa Środka ma coraz większy wpływ na środowisko międzynarodowe – czy Stany Zjednoczone zareagują? Jeśli tak, to w jaki sposób?

 

Zdaniem Tuchman Mathews posunięcia Chin z ostatniego roku, pokazują, że to państwo odchodzi od strategii pokojowego wzrostu zapoczątkowanej przez Deng Xiaopinga, na rzecz zwiększania asertywności w polityce zagranicznej. Według publicystki coraz bardziej zdecydowane ruchy Pekinu (jako najbardziej niepokojące Mathews wskazuje bierność wobec ostatnich wydarzeń na Półwyspie Koreańskim) zmuszają Stany Zjednoczone do reakcji. Kwestią dyskusyjną jest to, czy USA powinny postawić na powstrzymywanie wzrostu potęgi Chin, czy też na współpracę z Czerwonym Smokiem.

 

Autorka zaznacza, że inicjatywa dyplomatyczna Baracka Obamy w Indiach z 2010 roku może świadczyć o tym, że obecna administracja zdecydowała się wspierać New Delhi, z nadzieją, że silne Indie przyczynią się do większego zbalansowania siłowego w regionie.

 

Link: http://carnegieeurope.eu/publications/?fa=42207

 

 

Realiści nawołują do zbrojeń i stanowczej polityki USA

 

Dan Blumenthal (American Enterprise Institute) w artykule dla Foreign Policy analizuje amerykańską politykę w Azji. Jako sukcesy przedstawia zadeklarowanie otwartości wód Morza Południowo-chińskiego, podpisanie porozumienia handlowego NAFTA z Koreą Południową, zniesienie barier dla eksportu technologii IT i zwiększenie zależności biznesowych z Indiami, oraz porozumienia handlowe oraz wojskowe podpisane z Indonezją. Ponadto Obama zaakceptował zaproszenie na Szczyt Wschodnio-Azjatycki, co zdaniem publicysty pozwoli na silne zaznaczenie więzi USA z opisywanym regionem.

 

Jednak, zdaniem Blumenthala, nie obyło się bez porażek. Administracja Obamy nie była w stanie zdecydowanie zareagować na poczynania Korei Północnej i bierność wobec nich Chin. Zamiast tego demokraci zdecydowali się namawiać Południową Koreę do kontynuowania rozmów sześciostronnych i pogratulować Pekinowi sprawnej dyplomacji mającej na celu namówienie Phenianu do powrotu do tych rozmów.

 

Zdaniem publicysty jest to kardynalny błąd amerykańskiej polityki w Azji. Według niego namawianie prezydenta Korei Lee Myung-baka do bierności wobec śmierci dwóch żołnierzy jego kraju w wyniku ataku północnokoreańskiego było niedopuszczalne. Blumenthal twierdzi, że sytuację poprawi jedynie przywrócenie mechanizmów odstraszania na Półwyspie Koreańskim, pominięcie w rozmowach z Północą Chin, które dają nieme przyzwolenie na jej poczynania i poprawienie pozycji negocjacyjnej poprzez odtworzenie siatki sojuszy i porozumień, których Pekin i Phenian nie będą mogły zlekceważyć.

 

Link: http://www.aei.org/article/102957


Największym zagrożeniem dla stabilizacji pokoju na świecie, jest zdaniem wyżej wymienionego publicysty, rozwój arsenału nuklearnego Pekinu. W artykule napisanym wspólnie z Markiem Strokesem, Dan Blumenthal na łamach Washington Post opisuje działania Chin, prowadzące zdaniem publicystów do zachwiania równowagi militarnej na świecie.

 

Sztandarowy projekt militarny Państwa Środka – nowy rodzaj pocisku służący do niszczenia lotniskowców – jest gotów. Chińczycy produkują także niezależnie nakierowywane pociski MIRV zdolne w locie rozszczepiać się na 48 osobnych głowic,  napędzane w sposób uniemożliwiający neutralizację. Powstaje też nowa generacja pocisków typu cruise ziemia-ziemia dalekiego zasięgu. Żaden program antyrakietowy istniejący, lub planowany w najbliższym czasie nie będzie zdolny przechwycić pocisków tego typu.

 

Specjaliści AEI podkreślają, że Chiny przez ostatnią dekadę usprawiedliwiały rozwój swojej siły rakietowej, narastającymi tarciami z Taiwanem. Pomimo ocieplenia tych relacji w ostatnich latach, Pekin nie zrezygnował z rozwoju swoich systemów rakietowych. Publicyści stawiają tezę, że Taiwan był jedynie wymówką, a głównym celem było zwiększenie hard power Państwa Środka.

 

Według autorów, może to doprowadzić do zdeaktualizowania istniejących programów limitujących arsenały jądrowe światowych mocarstw. W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Chin, Rosja, Indie oraz Stany Zjednoczone mogą wycofać się z porozumień, takich jak traktat INF (Intermediate Nuclear Forces) ograniczający USA i Rosję w dziedzinie rozmieszczania pocisków balistycznych i tych typu cruise każdego zasięgu. Zdaniem specjalistów AEI, jeśli USA nie wymuszą przystąpienia Chin do tego traktatu, nieunikniony jest powrót do wyścigu zbrojeń, ponieważ wzrost potęgi Pekinu nie będzie mógł zostać pozostawiony bez odpowiedzi pozostałych mocarstw.

 

Autorzy zauważają, że skoro USA mają ręce związane międzynarodowymi porozumieniami, jedyną drogą do zabezpieczenia interesów Stanów w regionie azjatyckim będzie rozwinięcie systemu Prompt Global Strike pozwalającym na odpalanie pocisków dalekiego zasięgu z terytorium USA. Zaletą takiego systemu jest to, że po wystrzeleniu amerykańskich pocisków, wróg do końca nie wie czy są one uzbrojone w głowice atomowe, czy też są to konwencjonalne ładunki. To zwiększa drastycznie ryzykowność ewentualnej nuklearnej odpowiedzi. Wadą systemu jest fakt, że jego elementy musiałyby zostać rozmieszczone na amerykańskiej ziemi, co uwrażliwia ją na atak atomowy.

 

Ostatecznym wnioskiem Blumenthala i Strokesa jest konstatacja, że w wypadku, gdy Chiny nie podpiszą INF, ten traktat i Nowy START stracą znaczenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego.  Jeśli jeden z graczy nie przestrzega międzynarodowych reguł, te reguły tracą rację bytu.

 

Link: http://www.aei.org/article/102953

 

 

Pojednawczy głos w dyskusji

 

Zapowiadana na 19 stycznia wizyta prezydenta Chin Hu Jintao w Waszyngtonie oceniana jest przez Zbigniewa Brzezińskiego na łamach New York Times za najważniejsze spotkanie najwyższego szczebla od czasu wizyty Deng Xiaoping’a 30 lat temu.

 

W artykule ,,Jak utrzymać przyjaźń z Chinami’’ polityk wspomina wyżej wymienioną wizytę Denga, którą współorganizował, jako członek administracji Jimmiego Cartera. Odbywała się ona w atmosferze sprzeciwu wobec ekspansji Sowietów na świecie. To wtedy rozpoczął się wielki proces przemiany gospodarczej Chin na mocy strategii pokojowego wzrostu opracowanej przez aparat polityczny Denga Xiaopinga.

 

Brzeziński ocenia, że obecna atmosfera jest inna. W Stanach pojawiły się obecnie obawy względem rosnących ambicji geopolitycznych Chin w regionie i ich intencji w rozwijaniu swej potęgi gospodarczo-militarnej.  Polityk wspomina wzajemne oskarżenia wysuwane przez Pekin i Waszyngton, zarzucające przeciwnej stronie stosowanie polityki gospodarczej godzącej w interesy drugiej z nich. (Można tu wymienić zagrywkę ekonomiczną Chin z wykorzystaniem ograniczenia eksportu rud rzadkich metali, lub deprecjonowanie wartości dolara przez USA i inne – WJ). Brzeziński wymienia również problem poszanowania praw człowieka, który skoncentrował się wokół przyznania Nagrody Nobla chińskiemu dysydentowi, co spowodowało duże spięcie na arenie międzynarodowej i oburzenie Pekinu.

 

Zdaniem polityka najgorszym scenariuszem dla długofalowej stabilizacji Azji, byłaby wzajemna demonizacja amerykańsko-chińska. Według niego pokusa pogłębiania takiego klimatu jest coraz silniejsza, jako, że oba kraje przeżywają problemy wewnętrzne. Konflikt między USA a Chinami, zdaniem Brzezińskiego, uderzyłby nie tylko w relacje bilateralne, ale i w cały świat. Polityk nawołuje do uniknięcia wrogiej rywalizacji za wszelką cenę.

 

Link: http://www.nytimes.com/2011/01/03/opinion/03brzezinski.html?_r=4&ref=opinion


 

Co przyniesie przyszłość?

 

Geopolityka jest nieubłagana. Chiny mają wielki potencjał i, według wszelkich prawideł geopolitycznych, niechybnie z niego skorzystają. Klasyczny mechanizm oparty na dylemacie zwiększania bezpieczeństwa znany z pierwszych lat studiów Stosunków Międzynarodowych, (zakładający, że zwiększanie bezpieczeństwa przez jedno państwo, prowadzi do powiększenia poczucia zagrożenia w innych państwach, co skutkuje zwiększaniem bezpieczeństwa tych państw, przez co powstaje wyścig zbrojeń) prawdopodobnie zadziała i w tym przypadku.

 

Zatem możemy się spodziewać, że USA, Rosja i Indie odpowiedzą na postępowanie Chin zwiększeniem arsenału militarnego każdego rodzaju, co wymusi odejście od porozumień limitujących wyścig zbrojeń pamiętających epokę Zimnej Wojny. Chyba, że społeczeństwa zachodnie wymuszą na swoich przywódcach pogrążenie ich krajów w pacyfistycznej malignie. Tym lepiej dla Pekinu, którego potęga rośnie i będzie rosła, dopóki nie napotka na opór.